dorisday2512
Fanka BB :)
Mój mąż miał wypadek. Rowerzysta mu wtargnął na drogę. Nic się nie stało, poza uszkodzeniem roweru no i auta służbowego od G. Akurat jechał na przegląd auta do komisu i tam auto zostanie i zrobią go z polisy. On będzie teraz wracał do Krk. W sumie ten rowerzysta nie chciał karetki ani policji, ale jakiś świadek wezwał. Rowerzysta chciał to załatwić między nimi, bo nic mu nie było. No ale... G. dostał 6pkt i 400zł mandatu. Strasznie się on teraz czuje psychicznie. Nawet mi się popłakał przez telefon i jak ja mam być twarda, jak go pocieszyć, pomóc mu jak sama nie potrafię tak?
Dobrze że tylko na tym się to skończyło. Teraz boję się żeby w pracy nie miał z tego jakiś większych konsekwencji:--
-
-(.
A mnie aż brzuch zaczął twardnieć, słabo się czuję. Miałam do lekarza iść ale ja nie wiem czy mam siłę tam dotrzeć..bo to tak daleko. Nie czuję się na siłach.
Dlaczego tak zawsze jest,że coś jest nie tak, coś się pieprzy?! jak nie jedno to drugie... :--(.
Wspólczuję, ale kahaa ma rację - grunt ,ze nikomu nic sie nie stało!!!!! Takie rzeczy sie zdarzają , zdarzały i będą zdarzc i nic na to nie poradzimy. Grunt ,ze mąż i ten rowerzysta sa cali i zdrowi ... reszte to malo wazne.