Roxy, długo jesteście po rozstaniu się?
Pytam się, bo sama wiem po sobie, że potrzeba dłuższego czasu na wyleczenie ran (nawet niektórych nie idzie wyleczyć a podleczyć). Ja potrzebowałam roku czasu. I bardzo wówczas żałowałam, że nie mam z exem dzieci, bo one pomogłyby mi się wziąć w garść i zabrać się za życie, a nie za rozczulaniem się nad sobą. Z perspektywy czasu wiem, że te dzieci miały by przekichane ... chyba już nigdy by ojca nie zobaczyły, a ja bym nie ujrzała ani grosza w ramach alimentów.
Ty masz Boryska i MUSISZ wziąć się w garśc i ogarnąć wszystko. Miłość do synka pomoże ci stanąć na nogi (bo tak w ogóle to nie masz innej opcji), a opieka nad nim wypełni ci każdą wolną chwilę i nie będziesz miała czasu na rozdrapywanie ran. Grunt to zacząć pozytywniej patrzeć na życie i przede wszystkim nie załamywać się.
Ja w takich ciężkich chwilach powtarzam sobie :co mnie nie zabije to mnie wzmocni" i to działa.
Wiem, że dasz sobie radę. Musisz mieć tylko przy sobie kilka osób, które będą dla ciebie wsparciem i będziesz mogła na nie liczyć w każdej chwili.
Dla pocieszenia napiszę ci, że pracuję z dziewczyną w moim wieku (tj/. 35 lat), która ma 9 letniego syna, a od 6 lat wychowuje go samotnie. Dziewczyna jest świetna, ma bardzo duże poczucie humoru. Teraz. Ale jak rozstawała się ze swoim mężem to była strzępkiem człowieka. Dała radę. Podniosła się z tego i ty też tak zrobisz.
Tulę cię mocno i ślę całuski dla Boryska.