Melduje sie...dalej chora.

Nie pojmuje co mi jest , już przestawało mnie boleć gardło, nawet nos się obdlokował gorączka spadła, tylko kaszlałam jak stary gruźlik.I radocha już była, że jednak nie umieram. A dzisiaj rano znowu nic nie mówiłam bo gardło boli.... no cholercia..niekończąca się historia czy co?
A tu normalnie trzeba funkcjonować....
Teściowa miała mi od czwartku pomagać przy Hani skoro ja ledwo zipie. Skończyło sie na tym , że miałam o jednego chorowitka więcej w domu i jak se pojechała to powiedziałam Ł.- też choremu, że może się ze mną nawet rozwieść jeśli ma ochotę- ale nie chcę go i Hani widzieć cały dzień bo idę do łóżka. I potulnie tylko co jakiś czas mnie budził żeby zapytać jak się jaką kaszkę robi. I całą niedzielę spałam.
Hania z nas wszystkich najdzielniej trzyma się- tylko leje się jej z nosa, ale ani gorączki, ani kaszlu ani ją chyba gardło nie boli.
W środę wreszcie będę mogła iść do lekarza to może coś poradzi- chociaż w domu zasoby niemałej apteki.
Cieszę się dziewczyny, że Wam się spotkanko udało. Bardzo mi żal , że nie miałam okazji Was poznać na " żywo", ale na wypad do zoo piszę się od razu.
Pisałyście o kontynerach PCK, czy Caritasu. Ja czytałam tez artykuł, że przejęła je jakaś prywatna firma, która sprzedaje odzież do fabryk filcu i tych szmat do podłogi, a bodajże 10 % przekazuje na cele charytatywne. Ja odzież za małą sprzedaję na allegro, a czego nie sprzedam daję do Monaru. Kiedyś woziliśmy do domu samotnej matki, ale kilku transportach Panie stały się wybredne i przebirały przy nas zawartość, co chcą a co nie. Wyszłam z założenia, że prawdziwie potrzebujący człowiek przyjmie wszystko, więc daję do monaru, choć zawsze wolałam pomagać tym którzy się znaleźli w nędzy niezawinienie a nie przez alkohol czy dragi.
Natomiast...nie było mnie na sptkaniu to napiszę tu: dziewczyny brzuchatki. Mamy spichlerz ze znajomymi z ciuszkami. W sumie jest tego na 6 noworodkowych dziewczynek na raz i 2 chłopców. Wiem jaka to frajda kupować dzieciaczkowi ubranka, ale wiem też jak błyskawicznie maluchy rosną i ileż ciuszków od teściowej Hania nawet nie zdążyła założyć. Jeśli więc potrzebujecie jakichś ciuchów to dajcie znać, o ile mnie pamięć nie myli mamy z 8 kombinezonów zimowych i chyba tyle samo jesiennych....
I jeszcze jedno, w czasie choroby znalazłam w kartonie z lekami Vita K dla maluchów, 14 kapsułek zostało z któtkich u mnie czasów cyckowych. Ważne do stycznia 2010. Nie znoszę czegoś wyrzucać, a komuś zawsze się może przydać. Kto chce?;-)
Pogodę pozwolę sobie pominąć wymownym milczeniem. Skromnie tylko dodam, że właśnie zmoczyło mi pranie na balkonie


Aaaaa, Rubi , mam wyborczą i nawet jutro będę pełzła w kierunku ZWM, więc mogę Ci podrzucuć. Daj tylko znać o której Ci pasuje. No i słowo podrzucić to za dużo powiedziane, zostawie Ci na wycieraczce jak się nie obrazisz bo boję się, że zarażę Cię. A że zarażam to pewne: dota na moim koncie teściowa i małż( a może im się poprostu należało?

)