Nie wiem czy uwierzycie... bo sama nie wierzę w ten poród.
Tak jak wam pisałam we wtorek postanowiłam umyć jedno okno w kuchni, które moja mam ominęła robiąc mi z przejęciem porządki gdy dowiedziała się na dwa tygodnie wcześniej, że "już rodzę" (wg gin).
Okienko umyłam i koło 18 zaczęłam obserwować skurcze, nie za mocne i raczej nieregularne co 7 -5 minut. po wieczornym prysznicu połozyam się do łózka i poczułam...że już czas. Skurcze były w miarę regularne, ale niebolesne. Ubraliśmy się, pożegnałam z płaczem mją trzyletnią córeczkę, która został pod opieką cioci (mieszka obok nas wiec była błyskawicznie). Wyszłam z domu z mężem i zaczęłm płakać. Bardzo to przeżywałam, że opuszcam dom, zostawiam moja najukochańszą córunie i idę do rodzić, ie wiedząc jak to wszystko sie skończy. Modeliłam sie zyby wszystko było OK. W samochodzie (mamy 5 min do szpitala) skurcze ustąpiły...to chyba efekt stresu jak stwierdziła położna. Rozwarcie było już bardzo duże, szyjka miękka, wszystko gotowe. Brakowało tylko skurczy. Pochodziłam po porodówce, zrobili ktg, usg, lewatywkę...a akcja się nie rozwijała. Miałam szczęście bo dyżur nocny miała akurat moja ginekolog, która z położną zdecydowały o oksytocynie. Podłączyły mi kroplówkę i po 10-15 dalej skurcze nie wystąpiły, ale za to nagle..niespodziewanie pęknoł pęcherz i odeszły wody. To był znak, ze urodzę, bo już chcieli mnie wysłać na patologię. mąż był cały czas przy mnie i w sumie dopisywał nam humor. Nagle przyszedł okrutny ból - to był skurcz party. I bez nikogo (położne nie były przygotowane i gdzieś chodziły po sali) prawie że urodziłam

Gdy to zobaczyły kazały czekać i nie przeć - dopiero zaczęly biegać i znosić sobie sprzęty. Za chwilę drugi party skurcz .... i mała wyskoczyła z brzucha. Mój poród trwał więc ok. 5 minut ! ! Położene i ginekolog były zaskoczone a już pierwszy raz usłyszały od rodzącej " taki poród to nie poród tylko przyjemność", które wypowiedziałam. Córunia urodziła sie 2 dni przed terminem, wazyła 3350

Jesteśmy szczęśliwymi rodzicami
