Witajcie. :* Ja miałam taką noc, że szkoda gadać...

Zacznę od tego, że z Dzieckiem wszystko dobrze (

) - żebyście się nie denerwowały do połowy tego posta. Wczoraj wieczorem po powrocie od teściów zaczęłam się bardzo źle czuć - mdłości i OKROPNE zawroty głowy... takich jeszcze nie miałam... Nie byłam w stanie wstać sama z łóżka. Więc leżałam i czekałam, aż przejdzie. Pierwsza godzina minęła, druga, trzecia i nic... Ok. 23:00 powiedziałam mojemu Mężowi, że chyba musimy jechać do szpitala. No i pojechaliśmy. Najpierw do tego gin.-położ., w którym mam rodzić podobno, bo bałam się okropnie o Maleństwo... Tam mnie kobieta zbadała ginekologicznie, zrobiła USG (pierwszy raz słyszałam serduszko

) i powiedziała, że wszystko z ciążą OK.

Sądziła, że to pewnie jakieś zaburzenia elektrolitowej, więc chciała mnie zostawić na patologii pod kroplówkami. Ale w końcu orzekła, żebym jechała do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, bo te objawy jej się nie podobają... Że są zbyt mocne i zbyt nie radzę sobie z poruszaniem się po prostej i że nie wie, czy nie będzie potrzebna konsultacja neurologiczna. No to pojechaliśmy... Na szczęście nie było kolejki. O wrażeniach ogólnych nie wspomnę (nawet umywalki nie było w łazience

, ani razu nie zapytali mnie czy przypadkiem nie umieram z pragnienia - chociaż wiedzieli że jestem w ciąży..., no i inne niuanse jeszcze, szkoda gadać). Zrobili mi EKG, zbadali ciśnienie, zrobili badania krwi - ale tylko sód i potas, bo inne mieli sprzed 2 tygodni moje dla gina, więc nie robili pełnej morfologii

i orzekli, że mam niski sód i potas i walnęli mi kroplówkę w tym składzie + glukoaza. Faktycznie poczułam się po niej lepiej, o 8:30 mogłam wracać do domu. Jednak tak do końca nie wiem, co wywołało aż tak intensywne objawy... Zobaczymy, co jutro moja ginka na wizycie powie... Ważne, że już jest DOBRZE, a najważniejsze, że z naszym Dzieciątkiem WSZYSTKO W PORZĄDKU.
A teraz idę Was doczytać. :*