Ehh dziewczyny. Co z nas robi desperacja. Wiecie co zrobiłam? Wyjęłam ze śmietnika test, jest druga kreska. Oczywiście nie wiem kiedy się pojawiła - bo test wyrzuciłam po około 5 minutach - wtedy na pewno kreski nie było. Więc wiem, że to nie ciąża - ale co takiego w mojej głowie siedzi, że mimo @ oraz negatywnego testu postanowiłam wyjąć ten test z kibelka? Czemu od razu do zsypu nie poleciałam?
Chciałabym gdzieś odszukać informację na temat tego hormonu w moczu - jeśli faktycznie mój organizm nastawił się na ciążę i ten hormon się pojawił - to w jakim czasie po @ powinien zaniknąć tak aby test go w ogóle nie wykrył?
Chyba już wymyślam co?
Do jasnej anielki....
Palnijcie mi w łeb proszę, bo chyba tego właśnie potrzebuję.
Amalfi kurcze ja rozumiem Twoje rozterki i obawy - ale zapamiętaj - każda z nas jest inna - nie ma dwóch takich samych przypadków - nigdy nie porównuj się do innych, bo zawsze wpędzi Cię to w zły nastrój. Wycisz się, wyluzuj - i patrz tylko na siebie. I słuchaj lekarza. I pamiętaj ile osób tu za Ciebie kciuki trzyma. Wiesz ja od wczoraj buszuję po internecie, sama się porównuję do innych, a Tobie takie mądre rady tu daję. A no tak to z nami kobitkami jest.
Mi pomaga, że mój mąż się nie poddaje. Dziś jak mu buuuuuuuuuczałam do słuchawki powiedział kochany, że najważniejsze jest teraz, żebym ja zdrowa była. I z taką nadzieją w głosie spytał czy na pewno nie chcę się dalej starać. I że te nasze starania wcale na siłę nie były.