pok : hej

wspolczuje nocki... wiesz co? to o piszesz: czyli duzo czasu nim zasniesz plus kilka pobudek w nocy przerabiam juz od kilku nocy i jestem wy-kon-czo-na
myslalam ze to pelnia, ale cos chroniczna ta pelnia wychodzi...wiec chyba cos innego...
ehhhh...
edyta : zgadzam sie i z mary i z toba... wszystko zalezy od czlowieka... wszedzie bez wzgledu na kraj, narodowosc znajdziesz i szczere zloto i chamstwo i najgorsze lajno...
ale zgadzam sie z E. ze polacyu ogolnie sa zazdrosnym narodem. moze tak tego nie widac w kraju (bo wszyscy jada na tym samym, podobnym wozku) ale za granica, zdala od domu, oczu znajomych, sasiadow to sie ukazuje w pelnym obliczu

ja juz sie do tego tak przyzwyczailam ze nawet mnie to juz nie drazni, wogole na to nie reaguje
jak zaczynalam pierwszy kierunek to nie mialam tam zadnego polaka (lingwistyka ang-ros), duzo franuzow, rosjanek, slowak, estonia, litwa i te klimaty
pozniej na 2giom roku rozpoczelam slawistyke z gl; kierunkiem polski na sorbonie
no i tam juz proporcja 3-4 frankow do ok. 10-12 polakow
mialam kolezanki z ktorymi rowniez widywalysmy sie poza szkola, pub, imprezey, kawa, zakupy nauka i wiele innych...
dopoki wszystkie jechalysmy na 1 wozku (czyli zapierdziel miedyz studiami a praca, zeby oplacic w pocie 500-600 euro za 10m kawalerke)porblemy w pracy z grafikiem (wolne na egzaminy, opuszcone popoludniowe wyklady itp) to wszystko bylo ok
pozyczanie wykladow, pomoc, itp
pozniej jak poznalam mojego F. to zauwazylam ze coraz mniej sie ze mna kontaktowamy itp
myslalam anwet ze to moja wina, ze to ja pewnie sie wkrecilam w "zakochaniowa banke" i jestem mniej dyspozycyjna itp
ale z biegiem czasu bylo coraz wyrazniej i perfidniej nawet jak manifestowalam ochote na spotkanie dzwonilam pisalam maila smsy...
wiecie kiedy to sie zmienilo? jak zamieszkalam z moim wowczas chlopakiem-narzeczonym i O ZGROZO : przestalam pracowac! chodzilam sobie na wyklady jak najzwyklejszy beztroski studenciak, F. zarabia dobrze, przekonal mnie ze bez sensu zebym sie meczyla, woli zebym wieczorami byla w domu (robilam czesto wieczorne baby sititngi zeby dorobic ; takie np. od 19, 20h do polnocy zeby rodzinka wyszla do kinan resatauracji itp, nie kolidowalo mi to z uczelnia godzinowo, ale my my sie nie widzielismy tyle ile chcielismy)
no i co? byebye kolezanki! pozniej jak zaszlam w ciaze to juz w ogole przepadly, ale stwierdzilam ze pewnie jestem srednim materialem do imprezy
jak sie urodzil poldus to jeszcze raz wpadly bo wypada go poznac... choc byly abrdziej zainteresowane swiezo kupionym mieszkaniem... az mi glupio bylo po tej wizycie... no a pozniej? samo kino
nie pokazamy sie juz, i najlepsze : ptrzestaly odpowiadac na moje maile i smsy, jeden dwa mogl sie zgubic, ale nie po 3 do trzech roznych dziewczyn
pozniej sie dowiedzialam ze moja dobra kolezaka z uczelni ktora wyjechala do POLSKI miesiac po tym jak ja sie przeprowadzilam do meza i ktorej O ZGROZO NR 2 wiodlo sie lepiej niz w paryzu ( znalazla prace w 3 tyg w miedyznarodowej firmie, dostala mieszkanie po babci, zrobila prawko kupila O ZGROZO NR 3 nowe auto) ... podzielila taki sam los! Te same kolezanki przestaly odp na jej maile i smsy! tyle ze jej nie odwiedzily w nowym mieszkaniu, bo to w poslce i nie w ich regionie
szkoda gadac... suma sumarum do dzis po 7 latach mam kontakt z ludzmi z pierwszej uczelni : wszystko co chcecie tylko nie polacy... przykre to
a mojemu bratu ptzebili opony i zbili szybe w niedziel jak pojechal pierwszy raz do ... kosciola polskiego zapytac sie o komunie...

fajnie, co?
edit :
zapomnialam dodac ze jak na 4tym roku urodzilam synka i nie chodzilam na wyklady to nikyt mi juz nie chcial dac notatek
a jedna kolezanka z gwinta wypalila w zlosci "bo ty mozesz siedziec i pierdziec w stolek a sa ludzie co musza pracowac na oplacenie rachunkow"
yyyyyyyyyyyyyy
