Czesc Dziewczyny
Dłuuugo mnie nie było na forum, ale po porodzie jakoś nie ma czasu
2 czerwca urodziłam śliczną córeczkę. Jest wspaniała. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia.
Poród trwał 16 godzin

Namęczyłam się okrutnie, ale się udało. Potem incydent z łożyskiem - nie chciało się odkleic, więc wydobywali ręcznie przy znieczuleniu ogólnym. Straciłam dużo krwi, miałam transfuzję i w końcu po 5 dniach wypisali nas do domu. Dochodziłam do siebie z 2 tyg.
Teraz już jest w miarę.
Jeżeli chodzi o tatę mojej Kruszynki to pozwoliłam mu zobaczyc mała jak miała 3 tyg. Przyjechał. Posiedział 1,5 godziny. Było ok nawet. Gadaliśmy normalnie. Trzymał małą na rękach. Nawet kazał sobie z nią zdjęcie robic. Teraz uaktywnił się bardzo nasz kontakt, bo on pisze średnio co 2 dni i pyta się o mała. Ale szczerze - tylko czekam aż mu minie to chwilowe zainteresowanie. Między nami jest niby też lepiej. Tzn gadamy normalnie. Dzwonił nawet ostatnio do mnie i gadaliśmy chwilę więc jest jako tako, ale z dnia na dzień czuję większą niechęc do niego. JAk byłam w ciąży czyłam a teraz ona się powiększa jeszcze... I słusznie pisała mi Jaimis, że jak się urodzi maleństwo to on już przestaje istniec. Dla mnie przestał. Tzn, no kontakt jest, ale już nie ma tego bólu... Pozostał żal jakiś. Teraz dziecko wynagrodziło mi wszystko. Wszystkie cierpienia jakie przez niego musiałam znosic. I dała mi wiele siły. Ta mała istotka sprawiła, że jestem silniejsza

I dziękuję Bogu, że nie podjęłam decyzji o aborcji, do której tak mnie namawiał.
Aż ciekawa jestem jakich emocji jeszcze mi pozwoli doświadczyc. 2 dni temu się uśmiechnęła po raz pierwszy - uczucie bezcenne było widziec to. Ale na pewno to znacie.
Postaram się nadrobic zaległosci na forum chociaż nie ukrywam, że będzie cięzko - moja mała księżniczka skutecznie wypełnia mi cały dzień
Pozdrówki gorące