Po-rozwodzie ja tez czasami mam takie mysli, zeby odpuścić i to wszystko zalatwic "szybko" ale z drugiej strony nie jestem tak zawzieta, ze kazda komorka mojego ciała go nienawidzi, nie robie tego tylko dla siebie, robie to glownie dla córki, bo przeciez on tak strasznie chcial mieć dziecko, rodzine... I po co? Zeby po 5 miesiacach bycia "tatusiem" juz sobie potajemnie ukladac zycie z nową kobieta? Jej tez by wciskal kit o dziecku alkoholika, ze mamunia wolala brata od niego? Nie ma szans.
Teraz poszedl znowu spor o kase, bo po pierwsze wydalam sporo kasy na leki, a po drugie staram sie o żłobek dla Jagi, panstwowy, ale i tak trzeba zaplacic 350 zl, z alimentami moj obecny dochod to 1600 zl, jak wydam 400 na zlobek to za co bedziemy zyc? A musze wrócić do pracy. Powiedziałam, skladajmy sie 50/50, to on nie, bo mam 6 stow alimentów i to powinno mi wystarczyc. Dlatego we wniosku nie jest 600 tylko 1000. Na szczęście moj obecny partner zaoferowal, ze bedzie pokrywal koszta zlobka, żebym mogla na spokojnie zajac sie powrotem do pracy. Kiedys slyszalam, ze nie ten jest ojcem, kto splodzil, a ten co wychowuje. U mnie sie to sprawdza.