My wczoraj niestety zmuszeni bylismy jechac o 19,00 na zakupy i niunia oczywiscie z nami...wiec wszystko jej sie poprzewracalo...zasnac nie mogla bo jak wrocilismy bylo po 21,00 wiec nie byla tak jak zawsze kapana,a potem z butla usypiala...ostatni raz jej takie cos zafundowalismy...Potem ja usypialam chyba z pol godziny na zmiane z Adamem...a ryk przy tym byl straszny...Ale powoli zaczela sie w koncu uspokajac...I wtedy uwielbiam te momenty-kiedy zaczyna swa mala raczka delikatnie jezdzic mi po twarzy,zlapie za nos,oczy,brode czasami za ucho albo wklada mi paluszki do buzi...Wiem dokladnie kiedy sie relaksuje i zapada w sen...wtedy jest taka delikatna w tym bladzeniu po twarzy,a jak cos ja rozdrazni na sekunde zacisnie piastki i niezle potrafi uszczypnac...i tak kilka razy az raczka zaczyna powoli robic sie bezwladna az w koncu opadnie calkiem ...slychac wtedy ze oddech sie wyrownuje i uspokaja...i juz wiem ze zasnela slodko...Kocham na to patrzec...Jest wtedy taka bezbronna...Czasami sie usmmiechnie przez sen a czasami buzka wykreci sie w grymasie...Maciezynstwo jest piekne...:-)