anabelka siurnij jutro rano albo za kilka dni.
wiecie co, wróciłam właśnie z imprezy otwarcia nowego placu zabaw (my jako szkoła sprzedawaliśmy ciasta), spotkałam mnóstwo moich koleżanek z klasy, oczywiście wszystkie z dzieciaczkami...
pytałam M. czy chce ze mną jechać, burknął, że nie, a wychodząc z festynu kogo spotykam? mojego męża z jego siostrą, szwagrem i z dzieciakami. Ze mną buc nie chciał jechać ale z siostrzyczką już tak. Przywitałam się z nimi, a do niego nawet słowem się nie odezwałam, spojrzałam się na niego i odeszłam.
wróciłam do domu i ryczeć mi się chce, normalnie chyba wszystko do kupy się zebrało, te koleżanki z tymi dziećmi, niekończąca się kłótnia z M., to że mnie olał a potem pojechał na festyn z siostrą. A żeby tego było mało to właśnie dotarło do mnie, że ja jako jedyna z tego wątku staram się o pierwsze dziecko... Kuźwa, pal licho jak bym się tak długo starała ale o kolejne, ale ja mam prawie 27 lat na karku i staram się o pierwsze...
no i duuuupaaa, poryczałam się...
dddduuuuppppa, ddduuuuupppaaa, ddduuuuuuppppaaa.