noelka ja też miałam takie obawy jak ty... że poronię... pytałam ginekolog jak się mogę ratować sama bo tu mi nie pomogą... a ona żeby tylko brać te leki... że jeżeli będzie bardzo źle to sama to poczuję i sama zrezygnuję... smutne to było i przerażające jak to usłyszałam ale jak sobie o tym na spokojnie pomyślałam to miała rację... nic niestety na siłę.. mi ginekolog dała duphaston i luteinę na wszelki wypadek... nie było podstaw... twierdziła że to nie zaszkodzi... a nie możesz zadzwonić do swojego ginekologa w polsce i zapytać?? pewnie i tak chodzisz prywatnie... u mnie taka opcja jest...
Roxii dzięki że tak piszesz :-) a sił ci starczy do końca świata i jeden dzień dłużej :-)
Roxii dzięki że tak piszesz :-) a sił ci starczy do końca świata i jeden dzień dłużej :-)
Wiem że nie jest łatwo sie nie przejmowac i nie myslc o tym wszytskim tym bardziej jak tak długo się staramy o ta fasoleczkę, ale naprawde spróbuj choc trohe wyluzowac i zacznij sie cieszyć swoim stanem. Wszystko bedzie dobrze zobaczysz:-) jesli chodzi o duphaston to ja niestety bede go brała na własna rekę, tu po transferze prawie nic nie daja na podtrzymanie, a z tego co pisza dziewczyny z Polski to mają kupe leków. Jak byłam w pl to mój gin poprzepisywał mi luteine i duphaston powiedział ile mam go brać po transferze. Tez mam troche stracha tak brac te leki bez nadzoru lekarza, ale wszystkie dziołchy po ivf biora więc chyba te leki jak nie pomoga to i nie zaszkodzą. Gin nic nie mówił że moga zaszkodzić. Ale jak możliwość to skontaktuj się z jakimś i popytaj
kurcze co za głupie babsko z tej twojej manager
olej ją i tyle!! Jesli Cie to uspokoi i Ci pomoze to idz na ta bete w sobote, poczujesz się pewniej i nie bedziesz się stresować
No ale wiadomo są ludzie i ludziska, niczym się nie przejmój kochana, teraz najważniejsze jest to ze w końcu masz swoją fasoleckę w brzuszku, niech zdrowo rośnie!!!!