Hejka dziewczyny. Melduję, że u mnie mimo przedziwnego wykresu brak ciąży. Robiłam betę... no cóż... w sumie ja chyba nie zasługuję na spełnienie marzeń... a to tylko potwierdza tę tezę...
Paulinko jestem wstrząśnięta tym co napisalaś. Ja niestety w swoim otoczeniu sporo podobnych rzeczy miałam nieprzyjemność obserwować od dzieca, w bliższej i dalszej rodzinie... w rodzienie mojego przyjaciela i powiem (oczywiśnie nei doradzając niczego) że może być dużo gorzej i jeśli nei wydarzy się coś wstrząsającego to w sumie ja uważam, że u ludzi z wiekiem złe cechy się wyostrzają, więc nie ma co do końca liczyc na poprawę. A po drugie w tych związkach na które sie trochę napatrzyłam to mimo tego że dzieci kontakt z ojcem miały to zarównno dzieci jak i mamy jednak odżyły i mimo tego, że czasem bywała kicah to i tak nie taka jak mogłaby by być gdyby byli dalej małżeństwem.
Nigdy nie zapomnę widoku jak miałąm 6 lat, mój przyjaciel z dzieciństwa 5 i przybiegł do nas i prosił mojego tatę żeby im pomógł bo mamie coś sie stało, a jego tata pchnął ją na drzwi... przecież to nic wielkiego, szyba się potłukła i pocięła jej ręce. Krew była na całej klatce schodowej w cłym ich domu a Marcin z bratem spał u nas i płakał całą noc. A potem pamiętamm, że w dniu swojej pierwszej komunii świętej odwiedzał tate w więzieniu (zamknęli go za rozruby rodzinne). Druga taką drastyczną sytuację z tym, że ze znęcaniem się psychicznym miałam w rodzinie. Maż mojej cioci potrafił stanąć nad nią w nocy, ona otwierała oczy a on nad nią z siekierą albo z włączonym żelazkiem, i mówił jej, że ją doprowadzi do szaleństwa, bić nie będzie bo głupi nie jest, ale ją zniszczy. W obu sytuacjach wszystkko to było w znacznym stopniu przez rodzinę i przez alkohol. Przepraszam jeśli coś za ostro napisałam. Po prostu boję sie o Was.