W tym tygodniu śpię do dziewiątej oprócz porannej pobudki gdy wyprawian syna z mężem, syn do przedszkola mąż do pracy, trzy dni mi zajęło odkopanie się w porządkach po urzędowaniu męża, naprawdę współczuję Wam które przeżyłyscie więcej, nawet nie jestem w stanie i nie ośmielam się próbowac sobie tego wyobrazić. U nas to byly zaledwie 2 tygodnie,kiedy nas olewano i kilka kulminacyjnych akcji gdzie nie było diagnozy a wystarczylo wezwać kardiochirurgow, codziennie po 11 dzwonię do szpitala, tęsknię za mała jej zapachem i oczami, staram się o niej nie myśleć i mimo iż emocje negatywne do niej o których tu pisałam były prawdziwe to wynikały chyba raczej z bezsilności i odwróciły się potem gdy przekonałam się że to jednak ona cierpi bo nikt nie chce się ją zając i ja zdiagnozować a tylko zmieniają jej leki.