reklama

Wieści od cieżarówek

Hejka, aniolki! Zakupy to ruszą dopiero wiosną jak się ciepło zrobi i car boot'y ruszą - tu są bajeczne używki w dziecięcych ciuszkach, a mnie lumpeksy nigdy nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie. Teraz to tak... Bo się trafiło, w preferowanym stylu, idealnym stanie i za głupie pieniądze. Aha! I Pasożyt powinien mieć szczęście - wracając wdepnęliśmy jeszcze do jednego pawilonu, Rajmund został z łóżeczkiem na zewnątrz i jak się odwrócił na chwilę, jakiś piesek idący z panią podniósł nogę na nasz mebelek. Łóżeczko opakowane folią, więc nic mu się nie stało, ale mebelek zyskał "na mocy".:-D
Scan mam dokładnie za tydzien, 10.01 o 10:30. Kurcze, niby nic, a ja mam tremę jak przed premierą lub recitalem... Będziemy podglądać Pasożyta - Rajmund ma wtedy akurat dniówkę, ale zamierza się zwolnić choć na chwilę żeby zobaczyć malucha.
 
Ostatnia edycja:
reklama
Aniołki, służę radą jeśli tylko będę potrafiła:)cieszę się, że coś się przydało:)no i jeszcze bardziej się cieszę, że z ciśnieniem w porządku!!!
Kłaczku, Ty mi nie pisz o Waszych wyprzedażach, bo mnie zazdrość zbiera!!!!!a 10.01 ja mam się kłaść do szpitala, więc może obie zobaczymy nasze dzieciaki tyle, że w różnych wymiarach/piszę "może"bo nie wiem, co moja gin zdecyduje/.aaaa ważna info!!!pytałam tej znajomej z anglii, czy ją nacinali i mówiła, ze tak!tylko musisz się dowiedzieć, jak to jest w szpitalu, w którym będziesz rodziła, bo podobno niektóre szpitale mają takie oddziały porodowe, gdzie nie ma lekarzy tylko położne i tam się odbywają porody niemal jak natura da i tu właśnie nie nacinają i nie szyją.ewentualnie jak coś się dzieje, albo poród wymaga pomocy, to wtedy przewożą do szpitala z pełną opieką medyczną.
Jankesowa, najważniejsze, żeby było 10 ruchów ciągu dnia.chociaż wiem sama jak to jest, kiedy dziecię milczy.
Kairko, to mówisz, że już jesteś całkiem "sfokusowana" na Lenkę:)fajnie, że taka grzeczna jest.a pisałam Ci o poradni laktacyjnej.myślałaś może o tym, żeby z kimś pogadać o tym, że mała nie bardzo chętna do cycka?a położna do Ciebie przychodzi?widziała, jak ją karmisz?moja koleżanka już prawie zrezygnowała z karmienia córki, ale właśnie położna środowiskowa jej z nieba spadła i okazało się, że nie tak Julkę do cyca przystawia i mała się denerwowoała i dlatego nie chciała i po paru wskazówkach mała już świata poza cycem nie widziała:)
no a ja-tak jak pisałam Kłaczkowi, 10ego się kładę i zobaczymy:)już nie mogę się doczekać tego mojego piętaszka
 
Julitka, zgłupiałam... Piszesz że jak się coś dzieje to przewożą do innego szpitala... Przepraszam, w trakcie porodu przewożą?? Że niby jak się okaże że jest problem to dopiero doznają olśnienia?? Kurde, w takim systemie to ja bym dziś Wojtka nie miała bo zdążyłby się udusić zanim by coś zrobili - jeden lekarz sobie nie poradził, dobrze że się drugi napatoczył przypadkiem. Opadła mi szczęka. I nie powiem, zaliczam stresa. Zwłaszcza że ja komunikacyjnie dalej poniżej średniej krajowej.
Nie wyprzedaże bo po tym to ja nawet nie łażę - bawią mnie baby maniakalnie gromadzące naręcza szmat i grozą napawa burdel jaki robią w sklepach. NIby taka cywilizacja, a zachowują się jak bydło. Jeżdżę na car boot'y - tam króluje używka, ale często coś błyśnie prawdziwą perełką. A to piękny gliniany komplet typu wielka micha i 6 normalnych, a to wczorajsze łóżeczko, a to dziecinne ciuszki bo jesienią widziałam ich bardzo dużo. A car boot'y mam w pobliżu w sumie 3 - jeden o rzut beretem, ale maleńki, drugi większy o półtorej mili więc w zasięgu spacerku, a trzeci konkretny, największy w okolicy, w Hemswell, ale to kilkanaście mil i już wymaga jazdy samochodem.
 
Ostatnia edycja:
oj Kłaczku, tak za słowa łapiesz, mówiąc wyprzedaże miałam na myśli akurat właśnie car boot'y:)a co do tych porodówek, to chyba na tej zasadzie,tak jak możesz sobie wybrać, że poród w domu, poród/nie wiem jak to się dokładnie nazywa, dom narodzin, czy coś takiego-gdzie są głównie położne/i szpital.więc w takim chyba oddziale, o którym Ci pisze, to TYLKO kobiety z ciążą bez ryzyka jeśli można tak powiedzieć/, gdzie są na 1000%pewni/o ile taką pewność można mieć/że wszystko będzie ok.to coś na kształt porodu w domu chyba. ale jak ta znajoma zaczęła rodzić, to mimo, że szpital z normalną porodówką był dalej, to nie było problemu z przyjęciem jej do niego i nikt nie robił wymówek, że nie pojechała na tą izbę położnych/czy jak tam/.więc nie sraczkuj;-)
aaa i nie zdziw się, jak po porodzie zamiast dietki dla mamy karmiącej, zaproponują Ci w szpitalu hamburgera, albo frytki z curry:)nie ma czegoś takiego jak dieta matki karmiącej:)

kurka, o do mnie miał koleś z administracji przyjść po południu, bo po ostanich roztopach jakiś zaciek w kuchni na suficie wylazł/mieszkam na ostatnim piętrze/.owszem, powiedziałam, że będę w domu po południu, ale już prawie 17, mam nadzieję, że nie przylezie po 19.
 
Ostatnia edycja:
Witam się i ja poniedziałkowo.
julitko pytałaś gdzie będę rodziła - w lublinie tam tez jeżdżę do mojej gin. Ona pracuje na kraśnickich więc pewnie tam wyląduję z akcja porodową. Zupełnie nic nie wiem o tym szpitalu, nie wiem czy cieszy się dobra opinia czy złą. Zobaczy się za parę miesięcy:-)
Nadrabiam Was dalej
 
Maruszka, z tymi szpitalami to jest tak, że co pacjentka to opinia.o kraśnickich słyszałam tyle samo dobrych, co i złych opinii:)zwykle jak wszystko jest w porządku,to pacjentki zadowolone, więc życzę żeby było krótko łatwo i przyjemnie;)
 
Ufff... Julitka, dzięki za wyjaśnienie bo "sraczkowanie" zaczęło by być za moment adekwatnym określeniem.:-D 1. NIGDY nie można mieć 100% pewności że wszystko pójdzie gładko - wystarczy że mamuśka przestanie przeć bo jest słaba i braknie jej sił, albo spanikuje, żeby potrzebna była pomoc. O sprawach niezależnych nie wspominając. 2. To będzie problem - nie jadam tut. śmietnika (fast foodów znaczy się), a w ogóle angielskie jedzonko średnio mi wchodzi. Pomijam kwestie diety dla karmiących - hamburger uwłacza w ogóle terminowi "jedzenie", a już o odżywianiu się z użyciem tego dziadostwa nie ma mowy. Nie bardzo rozumiem jak szpital może propagować takie odżywianie? Przecież w Anglii trąbi się o problemach z otyłością wynikających z tragicznego sposobu odżywiania się Anglików, o konieczności zmiany nawyków żywieniowych itd. Gdzie jak nie w szpitalu uświadamiać ludzi że żreją jak świnie? Już mi lepiej - będzie mi Rajmund jedzonko nosił.:-)
 
Kłaczku, dlatego napisałam Ci o tym jedzeniu, bo Ewa była nieźle zaskoczona tym, co jej zaproponowano.lepiej więc, żebyś była gotowa ze swoimi przysmakami, bo zupy mlecznej raczej nie dostaniesz.no chyba, że akurat w Twoim szpitalu jest inaczej.nie masz nikogo, kogo mogłabyś podpytać o zwyczaje szpitalne?a ta Twoja znajoma?może jakieś forum lokalne jest, bo wiem, że gdzieniegdzie polonia ma swoje strony i fora.to też kopalnia wiedzy.
 
Ta moja znajoma nie rodziła w UK, ale... znam kogoś kto tu rodził przecież. Jenny urodziła się w UK, ma niespełna rok. Pogadam z jej mamą, będzie czas. Zupki mlecznej to ja akurat nie lubię, podobnie jak nieśmiertelnej swego czasu na położnictwie bawarki. Brrrr... Mleczne pomyje z herbatą, czy herbatka zafajdana mlekiem - trudno wyczuć. A to dawali jako popitkę do śniadania i potem już wyłącznie bawarka, poza kompocikiem do obiadu o ile to coś można było kompotem nazwać. Za to kocham herbatę zaparzaną mlekiem - to jest pyszne. Nie liczyłam na jakieś korytko w stylu polskiego szpitala położniczego, ale żeby z hamburgerem wyskoczyli to już przeginka. I jeszcze chipsy do tego. A marychę dadzą zajarać?:eek:
 
reklama
Niech ten dzien sie juz skonczy bo abu uwalic sie w kąt i zdechnac gdzies:-(:szok::no: nie wspominajac juz o tym ze jem z nudow zjadlam juz chyba wszystko co sie dalo... polozylam sie spac i nici po lezalam i wstalam....:cool:
julitkav ruchow spokojnie 10 bylo moze nawet z 20 jak na ten leniwy dzien...
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry