witam!
Siedzę i zbieram siły do sprzątania le jakoś nie dam rady, strasznie mi smutno i ciężko. Nie rozmawiam z M. Mam tego dość. Dziewczyny jest mi tak przykro,że nie wiem. On całe dnie spędza w pracy pracuje po 12 godzin chociaż może normalnie a mi jest już ciężko. Wczoraj wrócił zjadł obiad i się położył nawet nie zaglądnął do pieca sama musiałam a tak mi ciężko jest naprawdę i schylać się i wogle bolą mnie kości okropnie. W domu tez mi nic nie pomoże ani zakupów ani nic.... czuję się jak samotna matka...zamiast w tych ostatnich momentach być przy mnie to nie, samochód dalej nie zrobiony bo jak powiedziałam,że weźmiemy od brata jego auto jak zacznę rodzić to się roześmiał i powiedział ,żebym zapomniała bo pojadę karetką, a dziś sam dla swojej wygody pojechał do pracy samochodem ich bo zbrzydło mu stanie na przystankach.
Jeszcze wczoraj miałam przygodę z moim psem bo on nie lubi bardzo listonosza i jak listonosz wrzuca listy do skrzynki to on strasznie skacze i zaczepił się obrożą o pręty w bramie. dziewczyny to był jeden jęk i całe przesyła aż chodziły wiadomo 45 kg wagi M maila dawno przenieść ta skrzynkę ale co nie ma czasu. Ledwo odpięłam go z obroży.
No i się pożaliłam przepraszam....
Miłego dnia!!!!!