Cati, bliznieta rodzily sie tak szybko, ze nie nadazalam za nimi. Mamcia pognala do saisadki, zadzwonila po karetke. Jak powiedziala ze skurcze min./min., to uslyszala tylko jak gosc komus mowi "K... dzwon po eNke!" Karetka byla zaraz, w karetce szybkie badanie i zalecenie trzymania nog razem pod grozba rodzenia na zakrecie - wszystko na wesolo, na luzie, ja bylam pewna ze to nie moze byc juz, ze to przeciez za szybko by bylo. W szpitalu juz jazda wyscigowa na noszach, rozbieranie po drodze, porodowka, stol, przec. Oj, juz bardzo chcialam przec, to i poszlo - raz i Marynia byla. Jak podali wage dziecka to mi sie rzadko zrobilo bo strasznie malenka - co to 2,950? Lekarz podszedl i powiedzial ze zaraz bedzie drugie, to mi szczeka opadla, siadlam, mowie "bez jaj!", a on mi zebym sie polozyla, a czy bez jaj to sie okaze. I znowu smiech. Potem bylo troche gorzej bo Wojtek ulozony byl poprzecznie i te 25 minut roznicy to byl Bracht - nigdy wiecej Brachta. Jak sie Wojtek urodzil, pan doktor zakomunikowal ze jednak sa jaja, pokazal mi syna, a on wygladal jak niemowlece zdjecie mojego mlodszego brata i tak mi sie wyrwalo: "Jezus Maria, Wojtek!" Na co pan doktor uprzejmie, ze "Jezus Maria to moze nie, ale Wojtek moze zostac". I zostal Wojtek. Generalnie, pomijajac owo obracanie Wojtka, to byl na luzie porodzik.
EwelinaK, ja mam tylko proste imiona w domu. Adam, Stanislaw, Katarzyna, Maria i Wojciech, a teraz Karol lub Zofia. Jakos tak zawsze mi sie podobaly, nawet w czasach kiedy absolutnie nie byly modne. No, za Stanislawa to kiedys zebralam zjebke od obcej baby na ulicy.

Zosia to imie ktore oboje wybralismy bez uzgadniania - byla sobie rozmowa na temat i okazalo sie ze oboje chcemy ew. corci dac takie imie. Jeszcze jedna rzecz, ktora mamy na spole.