Asiu, nie wiadomo dlaczego tak jest, że tyle złego spotyka ludzi, i dlaczego często jest tak, że dobry ma ciągle pod górkę, a złemu wszystko przychodzi bez problemu. I pewnie nigdy się nie dowiemy. Ale jedynym wyjściem jest to co któraś dziewczyna napisała na "Ciąży po" - musimy wierzyć, że wszystko się dzieje po coś, że ten ból dnia dzisiejszego ma przynieść w przyszłości dobre owoce
A co do wcześniejszego Twojego posta, to jasne, że będziemy się bać i mamy prawo do tego strachu, ale jednocześnie mamy obowiązek wobec naszych Dzieciaczków, żeby tym strachom stawić czoło, żeby nie zatruwały nam one życia. Jak którejś pomaga na przeżywciężenie strachu wygadanie się to niech gada/pisze, ale to ma sens tylko wtedy gdy od tego pisania ten strach się kurczy, a nie rośnie, i robi się z tego wszechogarniająca panika
Też się boję, zwłaszcza jak pomyślę o dziewczynach, które straciły dzieciaczki już po połówce ciąży, w dodatku wczoraj przeczytałam strasznie poruszający wpis na blogu jednej z nich, ale wiem że z całych sił muszę walczyć z myśleniem, że i mnie to może spotkać. Muszę zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby zapobiec takiemu nieszczęściu, ale nie mogę się zamartwiac na przyszłość.
To tak jak ogólnie z chorobami. Wkręcanie sobie non-stop, że na pewno zachoruję na raka nic pozytywnego nie przyniesie, co najwyżej w końcu człowiek wyląduje z nerwicą w wariatkowie. Ale jak z obawy przed rakiem będzie zdrowo się odżywiał, robił kontrolne badania to takie działania mają sens