Hahaha
die_perle znam też taki przypadek
A co do porodów - nie nastawiajcie się negatywnie. Ja przeszłam już dwa. Oba siłami natury i każdy z nich inny. Pierwszy zaczął się od skurczy i krwawienia. A zakończył się w godzinę po odpłynięciu wód. Córka prawie wyskoczyła

Życzę każdej z was takich porodów. Miałam tylko 3 szwy, bez nacinania (córa pchała się rączką przy główce i dlatego delikatnie pękłam).
Drugi zaczął się od odpłynięcia wód, niestety bez skurczy. Było więc skakanie na piłce, chodzenie i liczenie skurczy przez męża (jak już się pojawiły). Potem żeby było ciekawie doszły jeszcze bóle krzyżowe :/ Namęczyłam się, ale urodziłam zdrowego synka. Był oplątany dwukrotnie pępowiną i ułożony drugą stroną. Ale dostał 10 pkt Apghara.
Przy żadnym porodzie nie korzystałam ze znieczuleń czy gazu. Po prostu zaciskałam zęby i dawałam z siebie wszystko,by móc za chwilę mieć kochane dziecko przy sobie.
Za każdym razem jechałam z rogalem na twarzy,bo wiedziałam,że to już niedługo

Niedługo spotkam się z moim ukochanym maleństwem. I teraz też modlę się o to,by dotrwać do końca bez ataków woreczka i urodzić śliczne i zdrowe dziecko.
A co do bólu-myślę,że to cena jaką idzie nam zapłacić za ten cud. I nie zapomina się go oczywiście,ale na wszystko patrzy się już troszkę inaczej, gdy dziecię tuli się w ramionach
