U mnie też Aniu załamka totalna :-(
Wyobraźcie sobie dziewczyny że po raz kolejny zostałam wystawiona do wiatru przez ginekologa :-/ jak się tylko dowiedziałam ze jestem w ciązy 9 maja 2011 roku zadzwoniłam do Pani ginekolog do której chodziłam i usłyszałam, że niestety ale muszę sobie znalaźć innego ginekologa bo ta Pani nie ma kompletnie miejsca, ok myslę sobie bywa znajde sobie kogoś innego kto poprowadzi ciążę.
Pani Doktor Endokrynolog poleciła mi pewnego Pana doktora kóry jest ponoć "świetny" i pracuje w szpitalu w ZG, udałam sie do niego na wizytę oczywiscie wizytę prywatną bo tylko tak chodzę i wszystko ok, miałam przyjść dzisiaj na kolejną wizytę (11 tydzień ciąży) aby oczywiscie sprawdzić czy wszystko ok. Czekałam na tą wizytę 5 tygodni zastanawiająć sie po drodze nad wieloma rzeczami bo mam kilka wątpliwości już nie wspominając o tym ze mam niedoczynność tarczycy.
Dzisiaj w sumie przez przypadek dowiedziałam się że Pan doktor mnie nie przyjmnie bo UWAGA! uczy się do egzaminu (świetnie), a na moje pytanie to kiedy mnie przyjmie Pani na recepcji powiedziała że tego nie wie :-(.
Jestem rozżalona na cały świat tym bardziej że to moja pierwsza ciąża i chciałabym mieć fachową opiekę, a jak widać na załączonym obrazku nawet chodząc prywatnie nie ma się pewności że tak bedzie... ;-( za chwilkę kolejna akcja pod tytułem " w poszukiwaniu ginekologa z prawdziwego zdarzenia" jestem już tą sytuacją zmeczona. Czy naprawdę nie ma lekarzy z powołania ?! ;-(