Esia no cóż lekko się nie leży, ale da się wytrzymać kiedy wiadomo że od tego zależy zdrowie dzieciątka, a i mężulek bardzo się stara umilić mi ten czas.
Plany inwestycyjne poszły na razie w odstawkę, bo niby Misiek czasem coś pojedzie obejrzeć, ale decyzji sam nie podejmie ;-)
A u was widzę będzie podwójna radość - z narodzin Piotrusia i z przeprowadzki do nowego mieszkania.. Wszystkie wyposażeniowe decyzje już za wami czy część sobie zostawiacie na potem?
Cóż, z powodów finansowych to właściwie wyposażenie ograniczymy do niezbędnych sprzętów w kuchni... Łazienki na szczęście już mamy wybrane i kupione (tzn. wszystkie "bebechy" ;-)) no ale mebli na 100% nie kupimy dla siebie żadnych, tylko te niezbędne dla dziecka. Po prostu nie da się wszystkiego na raz, budżet w końcu się wyczerpuje...
Ale przeprowadzki nie możemy się już doczekać - tam jest tak ładnie! Tyle zieleni wokoło i (na oko) żadnych meneli wśród sąsiadów ;-)
Wiesz, jasne że jedyne co Ci pozwala wytrzymać leżenie to wizja dobra dziecka - no ale nadal, łatwe to nie jest... Współczuję i podziwiam - tak pozytywnie :-)
No a gniazdko znajdziecie sobie już we trójkę :-) W końcu, Młody Człowiek tyż ma prawo do decydującego głosu - choć pewnie głównie będzie przekazywać "szybciej rodzice, szybciej!!!" ;-)
Kotek nie rozumiem czemu policja olewa takie rzeczy...
Dla mnie dzień też taki sobie... Ostatni w pracy. Niby się cieszę, ale jak zawsze w takiej sytuacji - ambiwalentne uczucia. Wiem że już tam nie wrócę (moja decyzja) ale spędziłam z tymi ludźmi (liczę tylko tych fajnych) ponad 3 lata, zaprzyjaźniłam się, no trochę w dołku ściska...
Ale już nie marudzę ;-)