No i po szczepieniu. Wniosek - jeśli na szczepienie, to tylko w chuście. Uratowała mi dziś życie.
Zaczęło się od tego, że lekarka spóźniła się pół godziny przez jakieś szkolenie. A specjalnie rejestrowaliśmy się już przy poprzednim szczepieniu, żeby wejść bez czekania na początku. No ale nic - Franek te pół godziny przesiedział grzecznie na moich kolanach, śmiał się i gadał ze wszystkimi.
W końcu lekarka przyszła. Weszliśmy do gabinetu, rozebrałam Pucka do pieluszki, a tu - RYK. Nie ryk, ale RYK. Nigdy mi tak nie płakał. Zanosił się, trząsł cały, smokiem pluł albo dusił się. Nic nie pomagało. Wszystkie badania na szybko. Minimalnie się uspokajał na rękach. Na koniec zwymiotował przez to nałykane powietrze... Apokalipsa...
A wszystko przez to, że jakiś IDIOTA wychłodził pomieszczenie, gdzie bada się MAŁE DZIECI tak, że mi było chłodno w pełnym ubraniu. A co dopiero takiemu malutkiemu Puckowi w samej pieluszce.
Przy szczepieniu był już tak okropnie zmęczony, że nawet nie jęknął (bo był w ubraniu...), przytulił się tylko mocno. Na korytarzu, przy ubieraniu w kombinezon, był już spokojny, nawet się uśmiechał. Po włożeniu do chusty zasnął tak mocno i szybko, że aż sprawdzałam czy oddycha.
Przy tym płaczu się spocił, w pomieszczeniu było chłodno - jak mi nie zachoruje to będzie cud. Ale gdyby był - nie daj Boże - chory, to zanim zmienię przychodnię pójdę do tej baby i powieszę ją na jej własnym pasku od spodni.
Zaczęło się od tego, że lekarka spóźniła się pół godziny przez jakieś szkolenie. A specjalnie rejestrowaliśmy się już przy poprzednim szczepieniu, żeby wejść bez czekania na początku. No ale nic - Franek te pół godziny przesiedział grzecznie na moich kolanach, śmiał się i gadał ze wszystkimi.
W końcu lekarka przyszła. Weszliśmy do gabinetu, rozebrałam Pucka do pieluszki, a tu - RYK. Nie ryk, ale RYK. Nigdy mi tak nie płakał. Zanosił się, trząsł cały, smokiem pluł albo dusił się. Nic nie pomagało. Wszystkie badania na szybko. Minimalnie się uspokajał na rękach. Na koniec zwymiotował przez to nałykane powietrze... Apokalipsa...
A wszystko przez to, że jakiś IDIOTA wychłodził pomieszczenie, gdzie bada się MAŁE DZIECI tak, że mi było chłodno w pełnym ubraniu. A co dopiero takiemu malutkiemu Puckowi w samej pieluszce.
Przy szczepieniu był już tak okropnie zmęczony, że nawet nie jęknął (bo był w ubraniu...), przytulił się tylko mocno. Na korytarzu, przy ubieraniu w kombinezon, był już spokojny, nawet się uśmiechał. Po włożeniu do chusty zasnął tak mocno i szybko, że aż sprawdzałam czy oddycha.
Przy tym płaczu się spocił, w pomieszczeniu było chłodno - jak mi nie zachoruje to będzie cud. Ale gdyby był - nie daj Boże - chory, to zanim zmienię przychodnię pójdę do tej baby i powieszę ją na jej własnym pasku od spodni.
u mnie jest 2 kwietnia
, trzeba było "na gorąco" zwrócic uwage że jest za zimno na to by rozbierać dziecko do gołego!!!