Ja rodzilam na polnej i powiem wam, ze mam mieszane uczucia. Niby ok, ale co lekarz to inne mial zdanie na temat Ali. Dwoch zabronilo dawac Ali tyle mleka ile chciala, bo za duzo. Dawalam z glukoza i czasami usypialam, jak mocno plakala (z glodu! ale sluchalam sie glupia lekarzy co mowili ze po prostu placzliwe dziecko i sie zdaza!). Przy wypisie jakis nowy lekarz stwierdzil, ze na rzadanie mam karmic przeciez!!! Myslalam ze pozabijam... Ja sie nie znalam na ilosciach mleka modyfikowanego (odpowiednich dla tak malych dzieci), ktore podawali w szpitalu... Dopiero w domu doszlismy do ladu z karmieniem, a teraz co, Ala nic nie chce jesc i ciagla niedowaga. Poza tym mialam cesarke i mnustwo studentow z indeksami przy mnie, rozmawiajacych o swietach, jak mnie obok kroili. No i trafilam na wredna babe na porodowce, co mimo dwoch zalecen, od ginekologi i od neurologa, stwierdzila ze mam rodzic naturalnie bo ona jest madrzejsza... pielegniarki na oddziale byly tylko mile, nie powiem nic zlego, no i poniewaz mialam kiepski stan mojego zdrowia po porodzie, na sali poporodowej przetrzymali mnie dluzej o wiele, a przeciez nie musieli...I teraz tak.... jakbym drugi raz rodzila nie dalabym sobie wmowic nic, jesli chodzi o karmienie, i... rodzilabym na polnej. Jesli cokolwiek nie tak byloby z dzieckiem podczas porodu, a przewiezienie go na polna mialoby zawazyc na jego zyciu - to bym sobie nie wybaczyla. Szpital to tak naprawde kilka dni, a dobry sprzet w razie czego to podstawa...