reklama

Jak samopoczucie, mamusiu?

reklama
Jestem, jestem, ale że cała i zdrowa to raczej nie napiszę :baffled:

Ból po zabiegu o połowę mniejszy niż miewałam podczas agin. O środki przeciwbółowe prosiłam tylko przed posiłkami żeby się nie męczyć z przełykaniem.

Na zabieg poszłam z samego rana i nie zmęczyło mnie czekanie. Opieka na bloku operacyjnym, anestezjolog i inni po prostu doskonali.
Po zabiegu leżałam całą dobę sama na sali sześcioosobowej, a na całym oddziale było nas dwie. Tak więc miałam pielęgniarkę właściwie do swojej dyspozycji.
Wstać o własnych nogach pozwolili mi we wtorek rano, a jak już wstałam to poszło z górki.

Niestety nie wszystko jest takie różowe :baffled: Pierwszym poważnym problemem jest mój język, który od zabiegu jest zupełnie sztywny - dzięki temu gadam jakbym miała w ustach kluski, nie umiem umyć zębów, bo nie umiem wypluć pozostałości; nie umiem połknąć niczego co nie jest płynem, bo język tego dalej nie popycha :baffled:.
Poza tym mam rozerwane kąciki ust, które ciągle się paprzą.
Niestety zarówno język, jak i usta są wynikiem założenia szczękorozwieracza. Objawy muszą ustąpić same, trzeba czekać. Ile? Niewiadomo!
Boli mnie też szczęka od tego szerokiego otwierania i mam wrażenie, jakby mnie ktoś solidnie zbił.

To tyle moich szpitalno-zabiegowych wrażeń. I powiem tak: nigdy bym nie dała sobie tego zrobić w znieczuleniu miejscowym, a w ogólnym było bardzo dobrze. Gdyby nie ten nieszczęsny język to byłoby idealnie!
 
Tu w klinice mają zasadę, że po narkozie pacjent jest prawie bogiem i trzeba nosić go na rękach przez następną dobę.

Szczerze mówiąc nie miałam nic przeciwko :-)

Poza tym narkoza bardzo obciąża organizm, zwłaszcza serce (zdanie anestezjologa) i trzeba bardzo uważać z szaleństwami, bo można nawet dostać zapaści.
 
Ivka super ze juz po wszystkim ,
a co do dzieci ja widzialm lepka u siebie na oddziale po wycieciu slepej kiszki przez ok godz lezal powiedzmy w maire spokojnie ale pozniej to siaosty mialy z nim urwanie gitary i w koncu na noc daly mu na spanie poprostu korba po narkozie nastapila :-)
 
Ja ostatnio widziałam, że dzieci po zabiegu były tam zajęte z wolontariuszami. I to tak zajęte, że im bieganie nie przychodziło do głowy.

Miałam okazję widzieć widzieć wybudzanie maluszka z narkoz(trochę straszego niż Szymon) i wiem jedno, żadna matka nigdy nie powinna widzieć własnego dziecka w takim stanie.
 
ja widziałam, i nie było w tym nic strasznego (??)

owszem dziecko było niespokojne, ale właśnie to ja go byłam w stanie utulić i uspokoić, to mój głos mu pomagał.

na dodatek Piotruś nie był jednym dzieckiem zabiegowym - i z żadnym nie było problemu i kazdy wychodził najpóźniej następnego dnia do domku.(w sumie większość tego samego dnia po ok 12 godzinach od zabiegu)
 
jeżeli to państwowy szpital i bez znajomości to zazdroszczę opieki :) - taki powinien być standard

u nas pełno, duże oddziały, duży ruch, o wolontariuszach do dzieci już marząc

ale załapaliśmy sie na przedstawienie naszego Pogotowia Teatralnego (mikołajowe) :)
 
reklama
Miałam okazję widzieć widzieć wybudzanie maluszka z narkoz(trochę straszego niż Szymon) i wiem jedno, żadna matka nigdy nie powinna widzieć własnego dziecka w takim stanie.

oj tutaj IVKA to masz świętą rację ...moj Patryk był usypiany gdy miał jakies 6 miesiecy ..........i powiem jedno..... modlę się zebym nigdy więcej nie musiała tego przezywać.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry