reklama

Jak samopoczucie, mamusiu?

reklama
Ja wynajmuję mieszkanie od roku, więc nie jest strasznie zabrudzone - powycieramy kurze, umyjemy podłogi, kuchnię, łazienkę i kibelek...Co więcej? Firanek nie mamy, okna myte jakis czas temu...Zajmie nam to jakieś 4-5 h.
Koga - ja na smutny nastrój czasem chodzę na basen. Popływam, popływam i jest ciut lepiej...Dziś na torze ze mna był jakiś starszy pan i ciągle się bałam, że zaraz pójdzie na dno ... ;D No i pewnie poprzebywanie w objęciach Morfeusza dobrze by ci zrobiło ;D
 
koga może się zamienimy?????
- nie mogę sprzątać
- nie mogę łazić
- o sklepach nie mam co marzyć
- o aerobiku nartach i innych tym bardziej
- stać przy garach nie mogę bo brzuch mi się spina
- żygać mi się chce po witaminach nawet
- boli mnie spojenie łonowe
- boli mnie kręgołup
- ostatnio ze spaniem nie najlepiej
- ostatnio mam makabrycznie zatkany nos= sezon grzwewczy + krew z nosa
- zaparcia do tego
- załąmanie finansowe
- o paru rzeczach tu nie napiszę
- przerwanie stażu
- przerwanie studiów >:(
 
iwosz - czytasz w moich myślach - właśnie basen! - muszę męża namówić popołudniu.
niezły był z was duet na torze - staruszek i ciężarówka ;), ale lepiej z takim pływać niż ze żwawym 40-latkiem- ci najczęściej strasznie chlapią i kopią na boki - cały tor ich, na szczęście wytrzymują najwyżej 15 min ;)
a z tym mieszkaniem - też firanek nie mamy, mebli nie za dużo - jestem przeciwnikiem zbędnych gratów, półeczek i szafek na duperele, posiadamy tylko meble niezbedne do życia i mieszkamy od roku po generalnym remoncie - pojęcia nie mam co jeszcze mogłabym sprzątnąć? :)

agao - aż mi głupio!, już nie marudzę! - nieśmiało tylko bąknę, że tez mi się chce rzygać po wszystkim dosłownie ...

idzia - no wlasnie, skonam tam z zazdrości, pocieszam się tym, że u znajomych, z którymi jedziemy (12 osób) poza paroma wyjątkami, zapał do jazdy często kończy się o poranku (czyt. południa), gdy wstają po całonocnej imprezie i tylko my byliśmy zawsze tacy, że leczyliśmy skutki poprzedniej nocy na stoku ;) :laugh:
 
i tak się cieszę że mogę w łózeczku swoim i w mieszanku z mężykiem a nie w szpitalu w którym ogłupieć można mam nadzieję że do marca przetrwam w chacie :)

sama wiem że robię się craz bardziej marudna i sama już współczuję mężowi staram się opanować ale od tego siedzenia w domu pod kopułą mi się przewraca
 
Agao - współczuję!! Ja to się chociaż mogę poruszać. No i maluch zlazł mi wreszcie z kręgosłupa - pogadaj ze swoim, że nie robi się matce takich rzeczy.  ;D Ale to już bliżej końca niż początku, więc czas będzie mijać coraz szybciej...
 
Ja dzisiaj byłam na badaniu gluzkozy i jest mi tak niedobrze jak było na poczatku ciąży >:( na szczęście nie zwymiotowałam a teraz czekam do jutra na wyniki i stresuję się trochę
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry