powoli wracam do równowagi

wczoraj Agata obudziła się o 4 na jedzenie, nakarmiłam ją, przebrałam i położyłam spać do wózka, ja głupia zamiast iść spać zaczęłam prasować, ukłądać jej ciuszki, gotować obiad it. itp., nie kładłam się już, bo naiwnie myslałam, że po południu się zdrzemnę...
Agacior obudził się o 9 i zaczął się cyrk do wieczora- szarpała się przy piersi, płakała, darła się

, zasypiała tylko i wyłącznie na wersalce gdy koło niej leżałam tlulona - koszmar!!! śniadanie zjadłam o 13, obiadu nie dokończyłam, Krzysiek ugotował sobie ziemniaki i zjadł potem podsmazone, mi zrobił kanapki, połknęłam je w biegu
mój mały darciuch zasnął po 19, i ja i Krzysiek padliśmy również... w domu bajzel, jeden wielki haos

Krzyś w nocy wstał i pomył garnki, posprzątał w kuchni, kochany
dzisiaj od 5 Agata usneła dopiero o 11, co jej jest... chyba zaraz ja nakarmię i w dupie - idę w tę zimnicę na spacer