No ja wyszlam z zalozenia, ze nie bede robic scen przy dziecku- nic dobrego z tego nie wyniknie natomiast Ola sie tylko stresowac bedzie. i ja tez. A i tak sie nic nie zmieni. No bo sluchawki bylyby polamane a dziecko i tak splakane i tak do tego jeszcze by sie awantury przestraszylo.
A tak to ja sie zajelam Olunia (oj dlugo musialam ja uspokajac), mezowi zrobilo sie glupio i jakos wszystko wrocilo do normy.
moj maz wychodzi z zalozenia, ze ja jestem matka, wiec mam instynkt, geny oraz w ogole jestem przystosowana do tego zeby zajmowac sie dzieckiem

, natomiast on lubi bawic sie z Ola, ale jakies 15 minut, bo potem juz ma dosyc (ewentualnie chetnie pojdzie z Ola na spacer, nawet dlugi, o ile ona spi )

Natomiast jego zdaniem on ma za zadanie nas bronic przed mozliwymi zagrozeniami

taki wspolczesny mysliwy i wojownik ;D
Faktem jest ze nikt mnie do decyzji o dziecku nie zmuszal i uwazam, ze nie moge teraz wymagac od nikogo zeby za mnie sie dzieckiem zajal (tzn. pewnie, ze dobrze byloby gdyby i maz sie do tego poczuwal, ale jesli nie to trudno - no bo co- ja mu powiem to tez twoje dziecko, on mi powie ty jestes matka i nie bedzie sie zajmowal, to mam sie obrazic i tez sobie gdzies pojsc ? Bez sensu.