A powiem Wam, że postępy nocnikowe poszły w niepamięć.
Teraz jesteśmy na etapie samodzielnego zasypiania. Od kiedy Martyna przeszła z łóżeczka na tapczanik zawsze ktoś z nas z nią siedział wieczorem aż zaśnie. Zazwyczaj szło to szybko, ale ostatnio doszło do takich sytuacji, że nawet 1,5h trzeba było stracić żeby zasnęła. A od kiedy jest Bartek, to mój M z nią siedział i cierpliwość mu się skończyła i okazało się, że Martynka umie sama zasypiać

Czyta jej bajkę, opowiada dzień i wychodzi. Trochę się po domu gonią, bo ciężko jest zasnąć na zawołanie, jeszcze trzeba sprawdzić co robią rodzice ;-), ale trwa to dużo krócej niż do tej pory.
Udało się też Martynie pokonać lęk przed psami i końmi, nie płacze u lekarza (pewnie do czasu, bo 20.I szczepienie na pneumokoki) i nie ucieka od fryzjera. A na wszystko wystarczyły rozmowy i wytłumaczenie dzień wcześniej gdzie pójdziemy i po co. Bardzo się zdziwiłam, że tak szybko zrozumiała. A na punkcie koni, to ma teraz hopla, bo gdzie nie pójdziemy to pyta o konie. Ostatnio zapytała mojego M "tata boi konia?" i mój M stanął jak wryty, że takie pięknie zdanie zbudowała, potem było pytanie czy mama boi konia i Bartek i kotek - cała dyskusja

A herbatki z misiami to już małe przyjęcia z poczęstunkiem. Mam niezły ubaw jak dostanę np garnuszek i Martyna leje mi z dzbanka "kawę"
