Cześć dziewczyny, trochę się wyłączyłam, ale wczoraj mieliśmy odwiedziny znajomych, a dziś byłam w pracy do 14 i tak w zasadzie ciągle coś.
@Aduś16 bardzo Ci współczuję i rozumiem Twoje słowa, że to tylko takie wrażenie że jestem silna. Mnie też tak wszyscy postrzegają, ale czasami jak jest trudno to jeszcze bardziej mnie obciąża, bo jak ja taka silna mogę się rozpaść a niestety na nic innego nie mam siły.
Trzymaj się, najważniejsze żebyś miała wsparcie i mogła o siebi zadbać, ja odkryłam całkiem niedawno- ok pół roku przed transferem, że sauna jest czymś co mnie relaksuje, wyłączam głowę i naprawdę czułam, że wypoczywam. Do tego rozmowa z siostrą i przyjaciółką. Nie mam dziecka więc o tyle łatwiej mi było to zorganizować, ale na pewno masz jakieś swoje sposoby, które ułatwią Ci przetrwanie tego trudnego momentu. Chciałabym na Twoim miejscu porozmawiać z lekarzem czyli Docentem jakie jest jego zdanie na temat tej sytuacji?
Ja już się stresuje przed jutrzejszą wizyta, też się zastanawiam co usłyszę czy będzie ok czy nie..
In vitro to szansa i nadzieja, cudownie, że CZASAMI i NIEKTÓRYM się udaje, ale myślę, że te 2 słowa są tu kluczowe. Czasami i niektorym. Czasami, bo wiele z nas ma za sobą 5-10-15 prób nieudanych i na szczęście bywa, że 16 się uda. Czasem pierwsza. A niektórym z różnych powodów. Bo nie mamy kasy, nie ma sił, nie ma logistycznych możliwości (przez pracę, mieszkanie za granicą kraju) czy psychicznie już nie jesteśmy w stanie znieść kolejnej żałoby... Każda z nas jest inna i ma inną odporność emocjonalna, inną sytuację rodzinną, inne doświadczenia z in vitro i stąd też różne granice tolerancji. Po prostu ważne jest być w zgodzie ze sobą i szanować własne możliwości i ograniczenia. Ale to już tak mnie naszło na filozificzno-psychologiczno-zyciowe pitu pitu..
Fajnie, że jest takie miejsce, bo to jeden ze sposobów na czerpanie wiedzy, motywacji i sił
