Jejku jak Ci tego życzę. Nie wiem czy też się będę potrafić tak nastawić. Martwię się jakoś tak i jak czytam o różnych takich niepowodzeniach i jaka w was siła....ja nie wiem czy dam radę. I to jeszcze nie mówiąc nikomu bo nie chce by ktoś u nas wiedział że podchodzimy do in vitro. Czy dam radę sama to wytrzymać. Bo mój kochany ale wiecie jak to jest cały ciężar na babce.Podolasz, zobaczysz. Ja mam metodę nie nastawiania sie na cokolwiek. Bo później czlowiek jeszcze bardziej wszystko przezywa. Wiadomo, ze porazka boli niesamowicie. Ja po dwoch nieudanych transferach beczalam caly dzien. Ale pozniej przychodzi takie, ze jeszcze jestem w grze. Jeszcze nie wszystko stracone. Mam jeszcze zarodki, caly czas nauka idzie do przodu. W koncu ktos cos wymysli, ze mi to pomoze. A widzac tutaj na forum ilu dziewczynom sie udaje, ile byly skazane na porazke a nagle sa w ciazy człowiekowi robi sie milej na sercu. Ze moze przyjdzie czas na mnie i ja po nastepnym transferze powiem: "jestem w ciazy" ❤❤❤