Aga, wlasnie z ta przeprowadzka na wybrzeze to jest mniej wiecej tak:
Chlop jest tutaj przywiazany do mniej wiecej czerwca przyszlego roku. Po czerwcu ma sie wszystko zmienic. Ja jestem zmeczona Meksykiem i tutejsza rzeczywistoscia. Nie wiem, czy Meksykiem jako takim, czy moze miejsce, w ktorym mieszkamy dalo mi sie tak we znaki, ze chce stad uciec jak najdalej. Ja tesknie za europejska normalnoscia. Czasem wydaje mi sie, ze Cancun mogloby odmienic moje samopoczucie, bo tam mam szanse znalezc jakas interesujaca prace w turystyce na przyklad. No i tam jest cudownie - w sensie na plazy, bo misteczko to nic ciekawego, ale to bez znaczenia majac w perwspektywie weekendy na bialym piaseczku pod palmami hehe. Malzon twierdzi, ze "dobro rodziny jest dla niego bardzo wazne i ze on sie poswieci...". Denerwuje mnie to jego gadanie o poswieceniu, bo co on o tym wie? No i do czerwca jestem uwiazana tutaj. Chlop przyznaje, ze nie chce emigrowac z Meksyku. I wcale mu sie nie dziwie, bo zdaje sobie sprawe, ze w europejskiej rzeczywistosci bedzie mu bardzo ciezko. No i podczas rozmow zaproponowal przeprowadzke do Cancun - ktore uwielbiam cala dusza i sercem. Ale to tez w przyszlym roku. Pewnie jesli tam polecimy we wrzesniu, pogada z wlascicielem jednego klubu i moze ten zaproponuje mu prace. Wtedy ja bede sie zastanawiac, czy dac kolejna szanse Meksykowi, czy wracac do Europy... Obawiam sie, ze za rok malzon wypali z pomyslem pozostania w Puebla kolejny rok lub przeprowadzki do stolicy. Wowczas wrzesien przyniesie kolejna rocznice: rozwodu...
No i przez ostatnie dni rozmyslalam nad mozliwoscia przeniesienia sie na wybrzeze w najblizszej przyszlosci. Niestety sama tego nie moge zrobic. Potrzebuje kogos, kto pomoze mi zajac sie Kostka. Kogos, kto zajmie sie wynamem mieszkania, bo mi jako bialej twarzy beda chcieli zedrzec skore... Wszystko okaze sie drozsze...