Zielona, zdrówka dla K. najważniejsze, że gorączka spada, w dzień było ok, a wieczorem zawsze jest wyższa, więc jutro na pewno będzie lepiej...
Mamusia, nono, taki grad to masakra....dobrze, że u Was ok...
Elvie, widzisz jak fajnie sobie radzisz...a tak sie obawiałaś...
Annaoj, no właśnie oświeć nas z tymi falami...może i nam się przydadzą :-)...i zdrówka dla teściówki...
Magda, fajnie masz, że Z babcię uznaje...moja i owszem, kocha babcię 5 minut, potem tylko już mama się liczy...
Ja mam urlop wypoczynkowy od poniedziałku...co nie oznacza, że wypoczywam...czuję się wręcz przeciwnie...żyję na 200%...dziś odebrałam M ze szpitala...musiał poddać się zabiegowi wycięcia migdałów, po tym jak wykryto u niego paciorkowca...wcale nie łatwy zabieg u dorosłego, łącznie z pełną narkozą i intubacją...dziś jest 2gi dzień po zabiegu, ale bardzo go boli...współczuję mu na maxa... jedna wielka rana w dziobie...robię więc za pigułę domową, kroplóweczki podaję, zupki mixuję i takie tam...dobrze, że mi deserki w słoikach po H zostały, to daję radę...
L pojechała w srodę na obóz zuchowy...śpią w lesie w namiotach - bez podłgi jak to mówi L, jedzą z menażek (i nie ma tam szwedzkiego stołu, nie nie

), a w dzień pływają na łódkach...nawet komórek nie pozwolili wziąć...a ja już tęsknię i mnie skręca...jak ja wytrzymam następne 13 dni ??? zostawiła mi kota pod opieką - choć nie chciałam sierściucha i się zapierałam, że zajmować się nim nie będę, to muszę, bo M ranny i nieruchliwy, a kuweta w taki upał daje, oj daje....więc dodatkowa atrakcja...dziś sierściuch wpadł do wanny z wodą, niech się cieszy, że to była woda po H i łeb mu wystawał ponad, bo już by sierściucha nie było...
H ma totalny bunt dwulatka, nic nie pomaga (nawet moje uspokajające dla mnie samej k****wanie pod nosem do siebie), jest gęsto...ale i tu dajemy radę...
więc już wiecie, dlaczego tak żadko tu jestem...
jutro w końcu posiedzę w domu, poza małymi zakupami tyłka nigdzie nie ruszam, pewnie zajrzę i do Was...
spokojnej nocy....