Hej dziewczyny,
przepraszam, ze dopiero dzisiaj pisze, ale w środę wieczorem padłam jak ściera z nerwów. Przesłuchanie poszło oki. prawie 2h tam spędziłam. W sumie nawet chyba dobrze mi poszło wytłumaczenie im wszystkiego po angielsku, a tego się bałam najbardziej, że w nerwach zapomnę jak się po angielsku gada... poryczałam się tam u nich, ale obie babeczki okazały się bardzo sympatyczne. Wczoraj ten wafel miał przesłuchanie... siedział prawie 1,5h wrócił wyciszony i przybity. praktycznie w ogóle się nie odzywał aż do końca dnia. Na koniec tylko się odezwał próbując mi w czymś samemu z siebie pomóc... taaaaa... jasne... myśli, że mu to pomoże... dziadyga jeden. teraz te dwie babeczki muszą spisać cały raport i przekazać go do analizy. po przeanalizowaniu faktów i zeznań przejdą do podjęcia jakichś kroków. Postarają się, aby poszło to szybko i sprawnie. będą mnie informować o postępach... wczoraj w pracy z nerwów praktycznie nic nie zjadłam... dopiero w domu... ale czuje ulgę i to ogromną. Dzięki za kciuki!! Mam nadzieję, że pomogły :-)