Anna oj,
Aniam- coś czuję, że na ten Disneyland to nawet mnie naciągniecie jakby co

pij kawkę pij ;-) i nie dziwię się, że tęsknisz za Igorem. Mnie dzieciaki schodzą z oczu rano, a ja o 12:00 już się nie mogę doczekać jak się spotkamy
Nata- no to ładujcie się w auto i przyjeżdżajcie

metę macie

a ja na te sanki w lutym to na bank pojadę
Dorota- mówisz, że mam potencjał wychowawczy... hehehehe... głęboko ukryty chyba
Aniam- hehehehe wiesz co... takie znajdy wybredne nie są. Cezary też znajduś, jak go R. przyniósł to wagowo miał tyle co 3 miesięczny kociak a miał 6 miesięcy (to wet po uzębieniu itd. stwierdził)

oczy chore, uszy chore, żebra na wierzchu, wet od nas kilka wizyt ani grosza nie wziął, bo miał taką zasadę, że jak ktoś znajdę przynosi i zatrzymuje, to on za free kota doprowadza do stanu "używalności". Jak go do weta braliśmy i wracaliśmy na chatę, to on od razu sprawdzał, czy ma miski w kuchni, także głód musiał przeżyć wielki. Teraz to wiadomo... wypas... więc R. się śmieje, że kot mógłby sobie pod nosem śpiewać "to mi to lotto"
Agnieszka- ja tak miałam, ambicja mnie zżerała, jak nie miałam średniej na świadectwie pow. 5 to byłam "nieszczęśliwa". Na studniach mi nieco przeszło, ale przyznam się, że niestety nie do końca, a niestety, bo to utrudnia życie... czasem człek czegoś zakumać nie może i tragedia wewnętrzna. Ja myślę, ze mój papa miał w tym swój udział

ale dobrze chłopina chciał, tylko troszkę przesadził

Super, że wyniki Janka OK.