Cześć Dziewczyny
Co prawda nie jestem juz Staraczką ale czasami zaglądam do Waszego wątku i kibicuję z całego serducha żebyście jak najszybciej zobaczyły upragnione dwie kreseczki.
Mam nadzieje, ze nie bedziecie mi milay za złe, że napisze Wam jak to było u nas i zachęcę do zrobienia badań hormonalnych. My staraliśmy się pół roku. Dla nas to było aż pół roku i kilka nieprzespanych nocy z myślami "Boze, może jestem bezpłodny/bezpłodna". Na szczęście coś mnie podkusiło, żeby zrobić sobie monitoring owulacji. I wlasnie wtedy okazalo sie, ze mimo iz bylam na 100% pewna, że miałam owu dzien wczesniej pani doktor powiedziala mi, ze jej nie bylo i nie bedzie. Bylam zszokowana bo przeciez mialam odpowiedni śluz, czułam ból w jajniku itp! W 5 dniu nastepnego cyklu mialam zrobic wszystkie badania hormonalne i okazalo sie, ze moja prolaktyna przekroczyla 20-to krotnie norme i z takim wynikiem nie bylo szans na owulację. Diagnoza byla taka, ze jestem przepracowana, zestresowana (mimo, ze wcale sie tak nie czulam) i powinnam pozadnie odpoczac, a najlepiej zabrac meza i pojechac na kilkumiesieczne wakacje (hahaha, bardzo smieszne). Skonczylo sie na łykaniu Bromergonu (okropne skutki uboczne). W miedzy czasie zakupilam sobie i piłam ziółka wg przepisu Ojca Grzegorza (wyczytane na innym forum) i jeszcze w tym samym cyklu zaszlam w ciaze. Nie wiem co bylo przyczyna, czy Bromergon, czy ziółka, czy to, że nie wierzylismy, że właśnie wtedy się uda (wczesniej bawilismy sie w masową produkcję a nie kochali). Moze wszystko po trochu ale ja bardzo sie cieszę, że nie czekałam z badaniami rok (tak jak zaleca wiekszość lekarzy). Mozliwe, że to by był stracony czas a tak jestem juz w 4 miesiacu ciazy.
Pozdrawiam Was serdecznie i bardzo mocno trzymam kciuki.