Hej dziewczyny, ja dzisiaj po baaaardzo stresującej nocy. Cały dzień był fantastyczny. Po tej głupiej wizycie i decyzji o zmianie lekarza byłam z przyjaciółką na kawie, zrobiłam dobry obiadek, A. wrócił z pracy zadowolony, że możemy zjeść razem, potem wpadło znajome małżeństwo, kobitka w siódmym miesiącu, więc było zabawnie.
A kiedy wyszli... w łazience zauważyłam plamienia. Mój A. kładzie się już spać, a ja do niego tylko "ubieraj się, jedziemy do szpitala". Starałam się być jak najbardziej spokojna, jak tylko się oczywiście dało w takiej sytuacji. Potrzymali mnie tam godzinkę, a lekarz powiedział, że to takie chwilowe i najprawdopodobniej spowodowane pobieraną rano cytologią. A ja w szoku. Jak lekarz może nie uprzedzić pacjentki W CIĄŻY, że coś co robi może spowodować plamienia????? To była moja druga cytologia w życiu, skąd miałam mieć jakiekolwiek doświadczenie w tym temacie (zwłaszcza, że lekarz który ją robił rok temu też nie był bardzo kompetentny, to była u niego pierwsza wizyta i zdecydowanie ostatnia). Lekarz w szpitalu zrobił mi USG, posłuchałam bicia serca maluszka (bardzo mnie to uspokoiło) i ok. 1:00 wróciliśmy do domku zadowoleni, że to fałszywy alarm.
A, się wkurzył nieźle, powiedział, że mam napisać skargę na tę kobietę, bo tylko mnie stresuje zamiast pomagać w czymkolwiek.
Z resztą na jutro się już umówiłam do innego lekarza, z tej samej przychodni, wypytam się o wszystko (czy np. jest infekcja grzybiczna która była miesiąc temu - wczoraj nie dostałam na to pytanie odpowiedzi), poproszę o USG jeśli będzie w gabinecie i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Dziękuję Wam wszystkim za miłe słowa i porady, naprawdę podniosłyście mnie wtedy na duchu
