A Wy sekretarki drogie, jak zwykle sporo nadrukowałyście ;-)
andrzelika,
julieet prześliczne macie psinki!!
My (w zasadzie moja mama) mamy jamniczkę - Sońcię, taką czarną podpalaną. Ale ona to już chyba wszystkie choroby świata miała! Zaczęło się od ciągłych ciąż urojonych (najpierw był etap wicia gniazda, więc jak coś tylko na ziemię spadło, to od razu porywała i do swojego kojca), potem był etap rodzimy młode, więc dostawała NAWAŁU !! pokarmu (musieliśmy jej aż okłady z zimnych liści kapuchy robić)i chodziła i wszędzie młodych szukała i skołczała - męczyła się bardzo, potrafiła nawet jakiegoś miśka porwać i przez 2 dni z pyska nie wypuszczać, bo myślała, że to szczeniak, warczała i nie dała do siebie podejść.
Później na polu najadła się jakichś kości chyba z kurczaka i nie mogla się załatwić, więc przeszła operację - usunięto jej kawałek jelita. Po tej operacji dostała zapalenie wątroby, spuchła nam jak bania (zapalenie ma do dziś). ( to było jakieś 7 lat temu)
Od 6 lat choruje na cukrzycę, i dwa razy dziennie dostaje zastrzyki z insuliny, ma ścisłą dietę: 1 zastrzyk 6:00 + mięso kurczaka i lekkie warzywa i potem dopiero o 18:00 drugi zastrzyk i drugi raz to samo do jedzenia i tak od 6 lat.
A 4 lata temu jeszcze znowu jak miała ciąże urojoną, strasznie jej podskoczył cukier - miała prawie 400 i musieliśmy ją wysterylizować, bo każda cieczka i potem ciąża urojona rozregulowywała poziom cukru. Przez cukrzycę ma też bardzo kiepski wzrok i zaćmę, ale dziewczyny w niej jest taka chęć życia, że szok! Żyje normalnie, tyle, że musi dostawać zastrzyki, i jeśli tylko przestrzega się idealnie diety i godzin posiłku, to zupełnie tak jak ludzie może normalnie żyć i funkcjonować. Lata po polu, szaleje w domu za piłką i pustymi butlami po wodzie, myślę, że jeszcze pożyje - ma 11 lat :-) Kochamy ją wszyscy, bo nie jest typowym wrednym jamnikiem, tylko taki ciapciak nasz kochany

Ufff się rozpisałam
