Hej dziewczyny. Ja dzisiaj bez nastroju zupełnie. Obudziłam się o 7:00 bo mój A. miał dwa przeraźliwe budziki. Potem, jak już zasypiałam, trzasnął drzwiami od łazienki i ze spania nici. Później chciał, żebym zjadła z nim śniadanie. Nic, że jestem wykończona, źle spałam, bark mnie boli od jakiejś niewygodnej pozycji, ale wstałam i zjadłam. Ucieszył się bardzo, od razu widziałam, że mu dzień poprawiłam, ale z drugiej strony nie przejął się jakoś faktem, że źle się czuję i mogę nie mieć siły na niektóre rzeczy. A teraz już się rozbudziłam i nie mam jak położyć się do łóżka, za gorąco jest już w mieszkaniu i nie zasnę. Ale jednak trochę mi smutno, bo wiem, że sprawiłam mu radość ale swoim kosztem. Czasem wydaje mi się, że jestem za dobra i za mało robię dla siebie...
Wczoraj byliśmy na szkole rodzenia, na zajęciach o porodzie. Całkiem przyjazne były, takie na luzie. Położna mówiła dużo o ochronie krocza, pozycjach do rodzenia itd. Wydaje się, że jest bardzo profesjonalna a do tego bardzo ludzka. I dobrze, to właśnie cechy, których szukam w dobrej położnej, mam nadzieję, że znajdzie się przy moim porodzie

Mówiła też o znieczuleniu ZOP, powiedziała, że ryzyka nie ma, bo wkłukcie jest poniżej rdzenia kręgowego i już nic się nie może stać. Trochę poprawiła mi tym mój przedporodowy nastrój
