reklama

Lutowe mamy - łączmy się!!!

Mysia23 powiedz mu ze bardzo liczysz na niego. Sam widzial jak to wyglada, wjedz mu troche na ambicje. Zapytaj czy naprawde zostawilby Cie w takiej chwili? Czy naprawde zostawilby Ciebie w chwili cierpienia, strachu, niepewnosci, bez opieki i wsparcia? Czy naprawde poszedlby sobie i siedzial gdzies tam, zamiast byc przy Tobie dodawac otuchy, trzymac Cie za reke, patrzec w oczy i mowic ze wszystko bedzie dobrze? Powiedz mu ze nie wymagasz od niego odebrania porodu, chcesz tylko zeby byl blisko Ciebie!!
Niech poczuje sie jak mezczyzna, jestes jego kobieta!
A jesli wtedy nadal bedzie sie bronil rekami i nogami to rzeczywiscie odpusc, po co ma miec traume do konca zycia, jeszcze sie okaze ze wstretu do seksu nabierze...
Poza tym trzeba rozumiec ze on tez jest czlowiekiem, ktory czuje i boi sie, w koncu to jego dziecko, a kultura nasza kaze mu byc twardzielem. Moze to byc trudne w takich chwilach gdy tak naprawde nie bedzie Ci mogl pomoc.... Pytaj sie o jego samopoczucie tez.
Buziak.
 
reklama
Patri dziękuję za słowa wsparcia...
Nie bede już nalegać na to by mąż chciał być ze mna na sali porodowej...każdemu, kto go pyta czy chce byc przy porodzie mówi stanowczo "nie", tylko mnie jeszcze trzyma tak w niby swojej niepewności...:-( Ja go zupełnie rozumiem, ale smutno mi na mysl,że bede taka sama w tak ważnej i ciężkiej chwili....:-(:-(
 
Ja np nie chce żeby moj mąż był przy mnie cały czas podczas porodu. Cvhcę żeby był w pobliżu i dochodził co jakis czas. On mówi, że sie boi więc na siłe nie będę go zmuszać.Sam zaproponował, że on będzie gdzieś w pobliżu.
Znam przypadki, gdzie wspólny poród coś zepsuł w związku. Z drugiej strony znam tez przypadki, gdzie nastapiło większe zbliżenie między dwiema osobami. Każdy jest inny i dlatego trzeba ta sprawę bardzo indywidualnie potraktować. Przede wszystkim nic na siłę!!!!
Moja koleżanka jest teraz na stażu na ginekologii- jest przy porodach i widzi tych biednych tatusiów, którzy towarzyszą swoim kobietom. Mówi, że niektórzy są strasznie zagubieni, nie wiedzą co mają robic, jak sie zachować. Widac po nich, że źle się z tym czuja- oczekuje się od nich czegoś, a oni nie potrafia temu sprostać. Dlatego ja uważam, że jeżeli facet nie jest sam zdecydowany, że chce, to trzeba to uszanować.
 
Nawet nie wiesz jak Ci współczuję!! Naprawde usiadz i porozmawiaj z nim. Naprawde bedzie sam z siebie dumny pozniej i bedzie wszystkim zestrachanym opowiadal ze on to byl z Tobą!!.
Nie chcialabym zostac sama w takiej chwili, wsrod obcych ludzi. A on, moj luby jest ta najwazniejsza osoba w moim zyciu teraz. Nie wyobrazam sobie tam nikogo innego niz wspoltworcy tego cudu co sie "zjawi"....
Pogadaj z nim. Moze Ty tylko zyczysz sobie zeby on byl, a nie rozmawialas z nim rzeczowo? Moze on czuje ze ma wolna reke w tym wzgledzie...?
:( chyba bym sie zaplakala na smierc na Twoim miejscu.. :(
Ale i tak nie musisz byc sama, moze byc tam z Tobą jakas kolezanka (mama, siostra). Zawsze to ktos bliski......
 
mysia23: nosek do góry! :tak: Wiem że marzysz, jak większość z nas, o rodzinnym porodzie ale wygląda na to, że Twój mężczyzna niekoniecznie marzy o tym samym. Nie martw się.. zapewne będzie gdzieś w pobliżu, w I fazie jak będziesz spacerowała czekając na mocniejsze skurcze, to będziecie razem, prawda? A później na te kilkanaście, czy kilkadziesiąt minut pozwól mu się oddalić na bezpieczną dla niego odległość. Są faceci, którzy bardzo źle reagują na widok cierpiącej kobiety. Pomyśl, że skoro on teraz tak dobrze wie czego chce, to może to lepiej dla Was obojga... bo mogłoby być tak, że zmusiłby się do tego żeby być z Toba, wbrew sobie samemu. A później miałby wielką traumę z tego powodu, może pojawiłyby się kłopoty w sypialni a potem w całym Waszym związku? Może nie potrafiłby już patrzeć na Ciebie tak jak teraz? Ja bym zdecydowanie odpuściła w tym momencie. Myślę że nie chciałabym żeby mój mąż zmusił się do tego tylko po to, żeby mnie uszczęśliwić. Konsekwencje tego mogłyby być naprawdę nieciekawe. A wygląda na to, że Twój rozważa jeszcze taką ewentualność.
Mysia nie martw się.... koło Ciebie będzie sztab ludzi którzy znają się na swojej robocie i będą wiedzieli co zrobić, żeby wszystko poszło jak najlepiej. Pomyśl sobie, że jeszcze kilka/naście lat temu porody rodzinne należały do rzadkości i każda niemal kobieta rodziła bez trzymania za rękę swojego męża. Nie będziesz sama.. w momencie kiedy na świat będzie przychodziło Twoje dzieciątko, Twoi najblizsi przecież będą tylko o tym myśleli, o niczym więcej.. i będą przy Tobie, jeśli nie ciałem, to z pewnością duchem ;-) Łącznie z nami lutówkami oczywiście :tak:
 
Mysia23 Joasiek dobrze napisala. wszystkie bedziemy z Toba w tym waznym momencie :)
Czasem tez sie zastanawiam czy ten moj jest mi tam az tak bardzo potrzebny. Jasne ze milo gdy ktos bliski jest blisko, ale jak ten ktos ma nie wiedziec co ze soba zrobic, nie wiedziec jak pomoc, tułać sie w bezradnosci i jeszcze moze zemdlec z wrazenia, to moze rzeczywiscie lepiej zeby sobie poczekal na ten Cud na korytarzu (czy gdzies tam, nie wiem gdzie czekaja tatusiowie :) ). Slyszalam ze niektorzy faceci niezle wiąchy dostają od swych cierpiących połówek :) Po prostu pomaga sie to wyladowac, a oni akurat są pod ręką :)
Mój luby bardzo byl chetny, bo go ekscyytuja nowe rzeczy, ale po jakims filmie zaczal tracic werwę... łzy mi sie zakręciły jak powiedział, ze chyba jednak nie. Przez te łzy i fakt że histerycznie reagowałam na wszystkie porodowe scenki staneło na tym, że jednak będzie ze mną, choć zachwiał moja pewność w tym względzie...
Teraz znów czuję jego silne ramię i to że mogę liczyć na wsparcie. Zobaczymy czy sie nie wycofa przed samą metą. Dostanie rozwolnienia ze stresu :) :) :)
Tak więc Mysia23 bądź dzielna. Damy radę!
 
Nie no w ostateczności to przecież jakoś to przeżyje....nie bede go zmuszac, nie mam zamiaru...i mysle nawet,ze juz sama tematu zaczynać nie bede...jeżeli mój kochany postanowi,że chce być ze mną to tylko sie uciesze, ale ja już praktycznie nastawiłam się,że bede sama:tak: własnie sobie tlumacze to w ten sposób,że kiedyś nie było porodów rodzinnych i jakoś to wszystko przebiegało, wiec ja też mogę tak urodzić...ale same wiecie,że to jednak smutno tak....na początku wogóle nie chciałam żeby był, ale teraz to chyba ze strachu chce....:szok: pewnie zaciągne mame w ostateczności, bo zawsze to ktoś :-D:-D
 
reklama
Lil kate, skoro masz znajomości w ZUSie to napisz, jak to jest z tym wykorzystaniem macierzyńskiego przed porodem. Wiem, jak jest w przepisach - matka może wykorzystać nie mniej niż 2 tygodnie przed terminem porodu. Słyszałam, że czasem jest tak, że każde zwolnienie lekarskie na końcówce odliczają potem od macierzyńskiego i trochę się tego boję.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry