Ja mam na szczęście mało szczekliwe psy, kilka razy na tydzień jedno fukniecie, to wszystko. Ale też i uczyłam je ciszy i niereagowania na różne rzeczy. Do dzieci są przyzwyczajone chociaż jedna baba ma fioła na punkcie maluszków, uwielbia je i tą będę musiała baczniej obserwować.
Co wam powiem to wam powiem ale wam powiem. Dziwnie się czuję. Ostatnie dwie noce pojawiały się dość bolesne skurcze, nie wiem co ile bo przysypiałam pomiędzy ale budziłam się jak trwały. A dzisiaj od rana cały czas ćmi mnie podbrzusze i krzyż jak na okres, promieniuje na biodra i uda, niespecjalnie jeść mi się chce, trzeci dzień jestem nerwowa i mam ochotę się gdzieś ukryć. Sama nie wiem co o tym myśleć. TZ pognał zatankować samochód uchachany od ucha do ucha, a niech mu będzie, najchętniej już by pojechał sam rodzić tak mu spieszno.
Czekam na porządne i regularne skurcze, odejście wód a tu takie pierdu ćmienie, nie wiadomo z czym to ugryźć. Męczące bardzo, nie wiem Styna jak tyle czasu z tym wytrzymujesz.
Alex doczytałam, że samotność cię czeka, współczuję. To bardzo przykre być samą w ostatnie dni, ile człowiek musi się w życiu nacierpieć :-(