Witam Was...
Wiecie...wchodzę dziś do mojego M. a on zapłakany...on wiedział co mu jest od poniedziałku, nie wiedział jak ma nam to powiedzieć...w końcu mi powiedział, dowiedział się bo kartka choroby była położona na szafce, a tam był napisane diagnoza: SM. Leki zaczęły pomagać, czyli mamy już pewność...pozostało mieć nadzieję, że leki tak spowolnią rozwój, że pozwoli nam to na normalne życie...Tak mi źle...jak jestem z M. to widzę, że to mu dodaje sił a kiedy wracam do domu, to mi smsy pisze, że może być tak że będzie roślinką....boże to jest jak jakiś sen, to nie może się dziać naprawdę...jutro idziemy do ordynatora żeby więcej się dowiedzieć o tej chorobie i o możliwościach leczenia...ja też jak jestem z nim to wszystko wydaje się łatwiejsze, a teraz...mam doła takiego, że płakać się chce....