ok, więc raz jeszcze:
Mam na imię Ewa, jutro minie miesiąc od moich 27 urodzin

Urodziłam się i mieszkałam na Ślasku - konkretnie w Gliwicach. Prawie dwa lata temu skonczyłam studia na kierunku - turystyka międzynarodowa i hotelarstwo - na jednej z katowickich uczelni i.. podjęłam pracę jako sekretarka w klubie sportowym w katowickim Spodku. W tej pracy zamiast wypłat, w gratisie otrzymałam "narzeczonego" <lol> Niestety świat jest tak stworzony, że samą miłością żyć się nie da, oboje więc poszukaliśmy sobie nowego pracodawcy. Mój Mężyczna wyemigrował nad morze, by tam w Gdańskim klubie kontynuować swoją sportową karierę, a ja - koncząca studia znalazłam pracę znów w środowisku sportowym - na Stadionie Ślaskim

Epizod ten trwał jednak króciotko, bowiem już po miesiącu nowej pracy udało mi się znaleźć pracę na Pomorzu. Spakowałam plecak i po 2 dniach byłam już w Gdansku. Zaczelismy skromnie - w maleńkim pokoju w pensjonacie dla sportowców. Ja pracowałam w hotelu w Sopocie a Marcin grał.. Po czasie udało mi się zmienić pracę i mieszkanie. Obecnie (mimo, że teraz z domu a nie z biura) organizuje konferencje i duże kongresy medyczne. I podczas każdego meczu głośno kibicuję Mojemu Mężczyźnie. Tyle - zawodowo.
Planowaliśmy ślub w 2007 r. jednoczenie starając się o maleństwo. I to właśnie nasza córcia spowodowała, że zdecydowaliśmy się na szybszy ślub niż planowany. A to już za tydzień...
Po weselu wracamy do Gdańska i pewnie odwiedzimy rodziców dopiero w przyszłe lato... i mimo tęsknoty za bliskimi, nie myslimy narazie o powrocie na Ślask... kto wie, moze nawet uda się nam związać z Pomorzem na stałe?

to zycie ze sportowcem, to tak trochę na walizkach... ale ja sama, mam duszę pozdróżnika.. a nasza Zuza, już z moim brzuchu zrobiła setki kilometrów wycieczek..... więc kto wie...?
