Anmika - mleko masz wtedy kiedy potrzeba., ja karmię Weronikę teraz już praktycznie rano i wieczorem i wcale w trakcie dnia mi cycki nie nabrzmiewają, nie nachodzą mleka, bo one wiedzą, że to nie pora posiłku, za to podczas kąpieli Weroniki wysyłam im już sygnał, mówię do Weroniki, że się wykapiemy i będziemy cycać, że żarełko się produkuje już i w efekcie w łóżku jest co pić, w nocy też karmię i rano. A potem kaszki, obiadki, deserki. A cyce odpoczywają i dyndają mi przy kolanach puste jak skarpetki.
Ja bym do butli nie dostawiała z prostego jak bank powodu, ta butla i jego nie chwytanie jej źle wpływa na Twoją mózgownicę. Oczy widzą i wysyłają wbrew wszystkiemu błędne informacje do mózgu, że jest zastępstwo, jest butla. Niepotrzebny stres. Mogę Ci dać namiary na PW dziewczyn, kórych dzieciaki jadły tyle co pies napłakał, też wiecznie się zastanawiały i nadal zastanawiają jak oni funkcjonują, żyją powietrzem? Musisz sobie wszystko poukładać, widocznie tyle mu wystarcza.
Czy ktoś Ci powiedział, że on ma wagę poniżej normy? Ile on w ogóle teraz waży? I spisujesz ile on dokładnie je? Może to nie są ilości śladowe tylko porcje, które dla niego są wystarczające.
Opanuj nerwy, dwa wdechy, kartka papieru, długopis i przeżyj jeden/dwa/trzy dni na luzie. Odpręż psychikę i notuj.
Anusienka - ja mam taki przykład w rodzinie, kuzynka A. mieszkała z rodzicami, w ciągu dnia była sama w domu, laska zestresowana faktem bycia mamą, potem do domu przychodzili po kolei. Bylismy raz u niej i na własne oczy to widziałam i nie dowierzałam.
Wszedł jej ojciec - mała zjadła, ile zjadła, ile razy, płakała, bawiła się, miała kolki. Wywiad środowiskowy. Ta odpowiadała jak z armatki.
Weszła jej matka - jw.
Wszedł jej brat - jw.
Wszedł jej mąż - jw.
Pytam się jej czy to norma takie ataki od progu. Wszystko działa się w ciągu do 1,0h. 1,0h kiedy ona stawała się kłębkiem nerwów, potem każdy dzieciaka jej zabierał, bo każdy wiedział lepiej niż ona. Masakra. Karmiła aż 2 miesiące, przy czym to karmienie było dla niej mordęgą.
Wyprowadzili się na swoje, widzimy się u jej rodziców i narzeka, że mała nie je, że ma uczulenie. To się pytam, a notujesz cokolwiek? Bo widziałyśmy się przez 3h, a jej dziecko co chwilę coś mieliło. A skoro najada się podjadaniem to potem obiadu nie je. A ta lamentuje. Tak samo jak uczulenie, nie ma zielonego pojęcia od czego. Ja wiem, że uczulenie cięzko czasem wyczuć, ale matki próbują, a jej nawet do głowy nie przyszło by to sprawdzać.