U nas też jest ciągle "nie", ale ja chyba wiem dlaczego. Otóż zabraliśmy naszej Pysi smoczek, no i teraz nerwusek z niej straszny, co prawda nie cały czas, zwykle jest spokojna bo już chyba powoli przywyka do nowej sytuacji i zaczyna ją akceptować, ale jak ją nerw złapie to koniec, wścieka się, i jedno "nie" za drugim.
A było to tak, że we wtorek w żłobku zapodział się gdzieś smoczek- Martuś bardzo marudziła (2 tyg jej nie było- znów chora u babci siedziała :-() a że nie ona jedna tam jest to pani dała jej w końcu smoczek, a za chwilę Marta bawiła się ładnie bez niego- ale gdzie go wsadziła nikt nie wie. Przyszła pora spania, i zaczęła się o smoczka upominać, ale pani powiedziała, że nie ma, trochę pojęczała, i poszła spać. Wytrzeszczyliśmy oczy słysząc to, bo w domu do spania zawsze smoczusia chciała. Postanowiliśmy, że w takim razie nie damy jej wieczorem, i zobaczymy, co będzie. No i było... zasnęła około 21.30, nawet całkiem nieźle, ale pospała do 23 i koniec... do 3 płakała z niewielkimi przerwami, potem zasnęła wreszcie zmęczona, mąż już miał dość i przyniósł smoczka, ale kazałam mu czym prędzej schować, bo jakbyśmy jej dali to koniec, następnym razem doskonale by wiedziała, co zrobić, żeby go dostać. Potem w dzień była rozdrażniona dość mocno, ale wieczorem całkiem ładnie poszła spać, no i od tamtej pory z każdym dniem i nocą jest coraz lepiej. Musimy tylko popracować nad zasypianiem, bo bez smoczka nie potrafi się wyciszyć, ale rozpracujemy to jakoś :-) w każdym razie jestem zadowolona, że zdecydowaliśmy się na ten dramatyczny krok, chciałam ją powoli odzwyczajać, jak skończy rok, ale jakoś tak odkładaliśmy ciągle, od jakiegoś czasu smoczek był tylko do spania i na ekstremalne marudzenia, więc chyba to była najwyższa pora. Ale chyba przy następnym dziecku spróbujemy nie stosować smoczka- tylko ciekawe, co z tego wyjdzie :-)