• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

opowieści z porodówki

Młoda_i_piękna ciesze się, że nie wspominasz porodu źle, no i gratuluję dzielnych chłopaków. :tak: Dobrze wiedzieć, że tym, które krzyczały nie działa się krzywda (leżałam obok porodówek i w nocy płakałam jak babki krzyczały, myślałam, że mają mega ciężkie porody). Uświadomiłaś że bywa inaczej;-) Brawo dzielna Mamo!
 
reklama
To i ode mnie relacja, przepraszam że tak długa ale widać mam zadatki na gawędziarza ;)
We wtorek obudziłam się o 6 rano i wstałam standardowo na siku. Usłyszałam ciche pac, patrzę a tam kawałek czopa mi wypadł na wykładzinę. I po chwili dwie cieniuuuutkie strużki po nogach. Myślę sobie – oho, chyba to już, lecę do kibelka żeby nie zaświnić wszystkiego (choć w sumie wykłądzina stara i już dość zniszczona to może dobrze zmienić na nową ?). W kibelku siusiu ale czy wody też to nie wiem. Po drodzę zakapałam nieco korytarz więc ścerka do łapy i sprzątamy. Dobra, myslę sobie – idziemy się kąpać bo jeśli to już to wolę jak człowiek wyglądać. Więc szybki prysznic, myję włosy, suszę, układam i ani jeden skurcz mnie nie nawiedził. Ale cały czas ciutkę leci, zakładam więc wkładkę i idę budzić męża. Jak mu to powiedzieć zeby nie spanikował? Smyram go delikatnie, otwiera jedno oko ale jeszcze nic nie wie. To pytam – kochanie jak ci się podoba data 7 czerwca? A co? Bo chyba twój synek sobie taką wybrał zeby wyleźć wreszcie. O rety rety to JUŻ. No spokojnie, zjedliśmy sobie śniadanko, mąż też się docyrał, zadzwonił do roboty że nie przyjdzie, ja szybki telefon do mojej gin z pytaniem ile mamy czekać ale kazałą w miarę jechać jako że po terminie. I cały czas ani skurczu.
Pakujemy dalej torbę, jakieś ostatnie dokumenty, mąż idzie po auto i jedziemy. Na wszelki wypadek ubieram podpaskę a wkłądkę zabieram gdyby chcieli obejrzeć. Po drodze przystanek w aptece bo mężuś uznał ze stoperan mu dobrze zrobi na wszelki wypadek. I jedziemy a ja czuję jak po prostu ze mnie chlusta. Zanim zajechaliśmy to zalałam całą kanapę, i tylko chlupot było słychać. A ja głupia tą wkłądkę zabrałam gdyby chcieli zobaczyć ze faktycznie wody idą.
Zajechaliśmy i na wejście „co chciałaby pani u nas załatwić?”. Wyobraźcie sobie, mąż z torbą, ja z brzuchem, leje się ze mnie ze cała kieca mokruteńka i co ja bym takiego mogła załatwić? Nosz kurna na wczasy przyjechałam. Idziemy na izbę rpzyjęć, wspólną dla wszystkich oddziałów, razem ze mną 2 inne ciężarne, jedna już ma ostre skurcze i czekamy. Ale dopiero po jakimś czasie wyszło że może tak do porodu to w pierwszej kolejności. A poza tym i tak nie ma miejsc ale bez badania nie wypuszczą. To czekamy. 5 razy byśmy zdążyli zajechać do drugiego szpitala w tym czasie. W międzyczasie jedna z pilęgniarek dzwoni tam i okazuje się że mają 3 wolne miejsca. Nas też akurat 3, mam nadzieję ze zablokują a nie okaże się jak dojedziemy ze już zajęte. Badanie – 1 cm rozwarcia, cały czas ze mnie leci na maksa, brak skurczów i skierowanie do kolejnego szpitala – Raszei. To jedziemy.
Tam oczywiście zaparkować nie ma gdzie, trudno, trzeba na zakazie. Wchodzę na izbę i oczywiście pełno ciężarnych. To krótka piłka – macie wolne miejsca czy nie bo nie mam zamiaru tracić czasu. Okazuje się że póki co miejsce jest jedno ale mam poczekać to zobaczymy co się da zrobić. No to czekamy. Badanie – muszą podkładać miskę bo leci ciurkiem.Decyzja – możemy zostać, ale najpierw na innej sali, zabiegowej a jak się zwolni porodówka typowa to dzwonię po męża któy tymczsem musi nas opuścić. Musi też biec po koszulę dla mnie bo tu nie dają szpitalnych.
O 11 trafiłam zatem na salę i KTG. Pierwsze skurcze delikatne. Robię bocianki, masuje brodawki, i póki co relaks i straszna nuda bo gniję sama. Dostaję wenflon i antybiotyk jako że najpierw odeszły wody. Po kilku godzinach mogę dzwonic po męża i idziemy na drugą salę. Rozwarcie 2-3 cm więc wpadam w lekki dół ze to tyle trwa. Skurcze bolą coraz bardziej ale na KTG wychodzi że są dziadowskie i kiepsko się rozkręcają, mimo to decyzja że zostawiamy naturze i nie dajemy oxy. Mąż masował mi plecy, kolejne godziny lecą a ja zaczynam żałować że nie ma opcji zzo. W końcu mamy 6 cm, dostaję Dolcontrol i pozwolenie na pół godzinki w wannie. Początkowo zarąbista ulga, z czasem jednak nawet w wannie skurcze robią się na maksa bolesne. Kiedy położna każe mi wychodzić okazuje się że gniłam tam aż półtorej godziny bo było tyle porodów że zapomnieli chyba o mnie. I już wiadomo dlaczego tak boli – mamy 9 cm a ja czuję przypływ nowych sił i mobilizację. Jest 23.00. Główka bardzo nisko i niby parte pójdą szybko. Trochę się rozkręcają ale nie tak jak trzeba. Lekarz każe czekać z podaniem oxy więc chodzę i masuję brodawki. W końcu jednak stwierdzają że bez oxy to jeszcze posiedzimy więc kroplówa i jak nie ruszą te skurcze z kopyta... W międzyczasie dostaję od położnych i lekarza pochwały że współpracuję, nie drę się tak ze nie ma ze mną kontaktu tylko skupiam się na robocie a jeszcze żartuję między parciami (na jaki temat – nie pamiętam). Okazuje się że krocze trzeba będzie naciąć ale choć czułam kiedy nie bolało. Jeszcze jedno parcie, piekący ból i wrzask Mikołajka. I ogromna ulga, od razu ból mija jak ręką odjął. Moje pierwsze pytanie – jest fifolek? I śmiech personelu, ze owszem chłopak. Dają mi go zaraz na brzuch i jest najpięknięjszy na świecie, i taki tylko nasz.. Nie zapomnę tej chwili nigdy – 8 czerwca, 1.48 w nocy. Każę mężowi cykać fotki maluszka. Przecięcie pępowiny poszło na 3 razy. Potem maluszka odłożyli do nagrzania, a ja tu nagle czuję skurcz. Okazuje się że to łożysko – a myślałam ze z tym to kolejne 2 godziny się pomęczę. Położna do męża – panie pawle, pan poda ten worek i pomoże mi zapakować to łożysko. I mężulek lata z tym kawałem mięcha we worku. Żartujemy że może je sobie zabrać i będzie miał na obiad jak mnie nie będzie. Potem mniej przyjemna sprawa – łyżeczkowanie i szycie. I już mogę synka przystawić do cyca. Od razu mały glonojad się przysysa fachowo jakby słuchał uważnie wykładów na szkole rodzenia. No i okazuje się że nie mają miejsc na położnictwie więc do rana będziemy tutaj. Ja i maluszek zasypiamy jak kamień, tatuś może zostać z nami ale biedak zamiast się zdrzemnąć to czuwa i robi miliony zdjęć.
Rano położna przyniosła mi gorącej herbaty, zjadam śniadanko, ale próby pionizacji kończą się fiaskiem bo kręci mi się w głowie tak że mało nie mdleję. Żelazo w dupsko, 2 kroplówki i jest trochę lepiej.
Podsumowując nie było lekko ale to wie prawie każda z nas. Bez męża nie wyobrażam sobie w ogóle tego. Jego wsparcie ogromnie mnie podnosiło na duchu. A dla takiego cudnego maluszka warto było się pomęczyć.
 
Brawo dla Waszej Trójki, przyznam, że właśnie takiego długiego porodu się bałam, a Ty dałaś świetnie radę. Niestety, izbę przyjęć św.Rodziny też wspominam niemile (może oni tacy niemili i oschli na otrzeźwienie umysłu?), choć dalej było super. Gratulacje dla Was!
 
Witam,

uh nie wiem sama czy powinnam opisywać swój poród, ponieważ był męczarnią i skończył się kleszczami. Czego nikomu nie życzę!!

W sumie I faza trwała 6h15' gdzie nafaszerowali mnie chyba wszystkim co możliwe oprócz znieczulenia, II faza trwała 1h15' zakończona kleszczami (znieczulono mnie lidokainą co nic nie dało), szycie też było bardzo bolesne.

Eh jeśli chciałaby któraś z Was dowiedzieć się czegoś więcej o kleszczach chętnie opowiem jak to było i jak do tego doszło.

Mam bardzo złe wspomnienia z tego, i nawet widok i pierwszy krzyk mojej Córeczki nie wymaże ze wspomnień tego koszmaru, choć wcale nie zapowiadało się to tak źle...

Nie życzę nikomu tego co mnie spotkało.
 
Sil opisz swój poród dokładnie, być może właśnie to pomoże ci się uporać z traumą. Pamiętaj, drugi, świadomy poród jest szansą na zmazanie traumy z pierwszego, u mnie tak było i może być u ciebie :tak: Teraz trudno w to uwierzyć, ale tak może być.
 
reklama
salsera fanie opisałaś :-)

sill moze lepiej napisz i wyrzuć to z siebie a będzie Ci lepiej..
zobaczyłam w necie obrazy jak te kleszczowe wygląda.. i normalnie chyba sama bym ze strachu sra** po gaciach jakbym miałą mieć tak wyciągane dziecko...

ja miałam vacuum przy pierwszym porodzie i nie było tragicznie , mała miała na główie kółko które na 2 dzień zniknęło juz :-)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry