Ciężko nadążyć za Wami z czytaniem i jeszcze po odpowiadać na bieżąco. Ja mam dziś fatalny dzień. Odkąd mąż wyszedł rano do pracy to nie potrafiłam się z łóżka podnieść poza oczywiście wizytami w WC i w kuchni. Oglądałam sobie dr Housa na kompie i na każdym odcinku zasypiałam, potem budziłam się i oglądałam od momentu jak zasnęłam i tak w kółko. Przed chwilą dopiero zmobilizowałam się i wstałam. Pościeliłam łóżko, przebrałam się z piżamy i trochę ogarnęłam swój wygląd albo niewygląd- eh mam wrażenie że okropnie wyglądam przez całą ciąże a podobno przecież mężczyzna siedzi w moim brzuchu.
Teraz zamierzam rozpakować rzeczy które przywiozłam po weekendzie od rodziców w sensie trochę ciuszków- na szczęście popranych i poprasowanych,ale jeszcze muszę poprasować zaległe pranie, tylko czy mi to się uda?
Mąż dzwoni do mnie co jakiś czas i sprawdza jak się czuję. Nie ma to jak kontrola heh. Stwierdził że skoro mi tak dobrze w łóżeczko i nie czuję się na siłach na nic to mam sobie dzisiaj leżeć i nic nie robić, niczym się nie przejmować. No,ale ja tak nie umiem bo wiem że on cały dzień w pracy a ja nawet nie jestem w stanie ogarnąć pokoju itp. Czuję taką silną bezradność.
Z tego co wiem to na innych wątkach np u wrześniówek to informacje ze szpitali, opisy porodów mają na otwartym wątku i każdy może sobie poczytać- ja nawet czytuję to jak im poszło na porodówkach. Jestem jedynie za tym żeby jak już się rozpakujemy umieszczać zdjęcia naszych pociech właśnie na zamkniętym wątku żebyśmy tylko my miały dostęp do tego, bo tak jak właśnie piszą dziewczyny- w internecie nie mało o jakiś debili.
Eh teściowa wróciła z pracy. Nie no, ja się źle tutaj czuję. Ona może mnie nie lubi?? Przykro mi że tak wszystko wygląda.
Do tego mi smutno, bo moja mama będzie miała po pierwszym weekendzie wrześniowym robioną operację a dokładnie kapoplastykę stawu biodrowego. Będzie w szpitalu musiała spory czas poleżeć- możliwe że pod koniec września ją wypuszczą dopiero. Potem w domu ciężka rehabilitacja i dochodzenie do siebie. Chciałabym ją odwiedzić w tym szpitalu,ale to nie jest też w moim rodzinnym mieście ,ale w Piekarach Śląskich. Mąż mi obiecał że mnie tam zawiezie do niej jak jej tylko operacje zrobią. Mam nadzieję że ja się wtedy też nie znajdę w szpitalu i będę mogła się z nią zobaczyć a potem pewnie jak ona już będzie w domu to my z wnukiem do niej pojedziemy, bo ona pewnie nie będzie w stanie ;( eh.
No nic powylewałam trochę swoje smutki. Spróbuję się zabrać za coś.