Cześć dziewczynki,
Czytam Was od dawna, ale jakoś nie miałam okazji napisać..

Mam na pierwszego lipca termin porodu i zastanawiam się jak zapatrujecie się na odwiedziny rodziny w szpitalu? Wiadomo że mąż jak najbardziej, ale mamy i teściowe? Ja swoją mamę uprzedziłam że zadzwonię do niej że może przyjechać z odwiedzinami jak już będę ogarnięta (w szpitalu, który wybrałam 2 godziny po porodzie spędza się na sali poporodowej, a potem kąpiel i dopiero jedzie się na sale poporodową. Odwiedziny są możliwe od 10 do 22, więc jak urodzę w nocy może przyjechać dopiero rano). I moja mama oczywiście zaakceptowała fakt, że nie chcę aby czekała pod drzwiami (w porodzie będzie uczestniczył mój mąż). Jednakże moi teściowie zapowiadają się że oni nas zawiozą do szpitala (mieszkają w innej dzielnicy) bo my mamy "zły samochód" (który zresztą sami nam dali i w innych przypadkach nie dają na niego narzekać

) i dają aluzje że będą czekać pod salą i być może nawet jak będzie trzeba to pomogą (tzn dadzą łapówkę

). Na moją subtelna aluzję, że jak będę rodzić w nocy to i tak ich nie wpuszczą, to teściowa zaśmiała się i zaczęła mówić, że nie znam jej sposobów i ona o 3 w nocy będzie mogła odwiedzić malutką

Nie wiem już sama czy jestem do niej uprzedzona, przyznam się że trochę się jej krępuję - dla mnie cały czas to obca kobieta. Zastanawiam się czy po prostu nie zadzwonić do niej jak już urodzę, żeby przyjechała, choć obawiam się że obrazi się że nie zadzwoniliśmy "jak tylko się zaczęło"... A co Wy myślicie o wizytach w szpitalu? Są męczące, czy raczej cieszyłyście (albo będziecie cieszyć się) że ktoś przyszedł? Wiem, że powinnam się skupić na samym porodzie, ale im bliżej, tym więcej różnych rzeczy człowieka nachodzi
