Palisso miło, że jeszcze jestem młoda w twoich oczach :-) Ostatnio przeglądałam różne fora i wszędzie chętne na mamusie miały wiek między 20 a 30, jakoś się tak staro poczułam.
Może zacznę od początku. 5 lipca zaczął się okres, 15 lipca dni płodne, więc wcześniej niż przypada średnia. Nie mam problemu z określeniem dni płodnych, jeśli nie biorę plastrów mniej więcej w połowie cyklu mam dwa, góra trzy dobre dni. Teraz były dwa. I nic się nie działo aż do dziś. Rano obudziły mnie bolące sutki, co jeszcze charakterystyczne, cały czas są wywalone, co nie jest u mnie typowe (zazwyczaj chowają się i wychodzą gdy jest im zimno, paskudy jedne). Potem zaczęło mnie pobolewać podbrzusze jak do miesiączki dość mocno krzyż. Jakby tego było mało ze 4 razy byłam w toalecie (nie na siku), siusiałam chyba już 10 razy. Temperatura dziś cały dzień troszkę powyżej 37 stopni. Od dwóch dni jest mi gorąco a przy tych upałach jest podwójnie ciężko to znosić. Co jeszcze... dzisiaj sporo śluzu, mętnego... i na spacerze było mi słabo, musiałam co jakiś czas przysiąść na trawie w lesie.
Myślę sobie, że naczytałam się porad i wmawiam sobie różne symptomy... To dopiero pierwszy miesiąc starań, po 10 latach od urodzenia pierwszego dziecka, 2 miesiąc od odstawienia plastrów które brałam 4 lata. Przy pierwszej ciąży pewne symptomy były ale ignorowałam z niewiedzy, o ciąży dowiedziałam się w 6 tygodniu, u lekarza potwierdzilam w 8. Teraz sytuacja jest inna więc wsłu****ę się w siebie i męczę ;-) I nawet się porodu nie boję, byle była dzidzia...