Tak więc w czwartek pojechałam do Koszalina na grupę.W trakcie mąż zadzwonił,że moja tapeta (ta drogocenna) jest przyklejona a raczej była bo kazał odkleić i zamówił nowe 2 rolki...chłopak przykleił ją pięknie itd ale bez wzoru...Na darmo mu mówiłam,że trzeba pasek z jednej rolki a potem z drugiej,żeby właśnie wzorek dopasować...

((
Przy okazji jak jechał zamówić tapetę to sprzęgło się spaliło i znowu nie mamy auta.
Przyjechałam do domu padnięta i dostaliśmy z nerwów i wyczerpania głupawki takiej,że śmieliśmy się z dobrą godzinę
W piątek mąż pojechał teścia samochodem do Gdańska zawieźć jakiś mega ważny projekt,który pisał przez całą noc do 11 rano właśnie w piątek,bez spania...martwiłam się no i musiałam logistycznie dzień ułożyć...
Na 11.40 mieliśmy ortopedę z Ninką,pracownica nas zawiozła...Oliwka w łóżku została bo się przeziębiła.
U ortopedy ok,Ninka zdrowa,ma słabe stawy co prawda ale oprócz basenu i porządnych butów (tu pochwała od lekarza) nic nie trzeba robić.
Potem pojechałam po drobne zakupy i do pracowników remontowych...okazało się oczywiście,że brak kilku ważnych rzeczy w tym bloczków...kazali kupić,pojechałam z pracownicą męża,kupiłam wszystko oprócz bloczków bo te bloczki to cholera wielkie betonowe bloki

)))
Zawiozłam im to,potem obiady,wróciłam do domu po 16

Usiadłam i płakać mi się chciało bo na szybko musieliśmy pakować ubrania i resztę rzeczy z mieszkania.
Zapakowaliśmy się jakoś i wywoziliśmy te rzeczy z mężem na 3 razy jeszcze w piątek i w sobotę rano jeszcze 2 auta...dobrze,że teść zostawił nam swój samochód.
Piątek od 22 do 2 w nocy szorowałam mieszkanie bo przecież nie zostawię bajzlu po sobie...
Generalnie oddałam klucze wczoraj o 9rano.
Przyjechaliśmy tutaj,czyli do bursy...pokój,4 łóżka,stolik,łazienka obok pokoju,wspólna dla 3 pokoi... Miód...Masakra..Nie wiem jak to nazwać.
Na szczęście czysto jest ale zimno.Kupiliśmy grzejnik.
Jeszcze teść nam powiedział 25zł za pokój a okazuje się,że 25zł za osobę...znowu 500zł pójdzie na wynajem...a już 1500zł zapłaciłam za mieszkanie...

Wczoraj Oliwki matka przyjechała do niej bo chora mała i nie wypuściłam jej,oczywiście awantura była bo przecież kaszel i katar to nie choroba...potem strugała tu wszechwiedzącą...znaczy się do Oliwki bo do nas się nie odzywa...Oliwii napisała:ci ludzie mnie nie obchodzą,to ja jestem twoją mamą...
Szkoda słów!
Dzisiaj śniadanie w McDonaldsie i pojechaliśmy do glazurników,kończą już,fugują it.
Wystawili nam rachunek...4500zł
I to okraszone 2 paczkami fajek...nie daję rady!