Rurka niezły numer z tą listą

Tak trzymaj, rację miałaś 100%!
Jos tutaj teoretycznie też pracownik dyskryminowany jest lepiej traktowany w sądzie, a jeśli już istnieje prawdopodobieństwo że zwolnienie miało miejsce z powodu ciąży, to tym bardziej. Tylko sęk w tym, że firmy się bronią, że zwolnienia nie było

Wiesz jak działają agencje pracy? Zapisujesz się do takiej jako "elastyczny pracownik" - czytaj: gdzie mnie poślą do pracy, tam pracuję... Tutaj to najpowszechniejsza forma pracy, bo dostać gdzieś kontrakt na stale jest bardzo trudno. No i właśnie moja agencja pracy broni się tym, że w kontrakcie mam zapisane że jestem tym "pracownikiem elastycznym" i nie mam zapewnienia w 100% że znajdą mi pracę albo że mam jakąś liczbę godzin w tygodniu do przepracowania na pewno, wszystko przecież zależy od tego, czy zgłosi sie do nich jakaś firma że potrzebuje pracowników tymczasowych, to wtedy wysyłają do pracy w to miejsce swoich ludzi. No i ja właściwie tak właśnie pracowałam w tych "bandażach" 7,5 miesiąca bez przerwy, aż nie powiedziałam o ciąży i kilka dni później "zrezygnowali" ze mnie. "Bandażowa" firma się tłumaczy, że nie jestem ICH pracownicą, tylko agencji pracy więc nie mogę mieć pretensji bo nikt mi nie obiecywał tam pracy na stałe... A agencja pracy się broni głównie tym, że "pracownik raz pracę ma, a raz nie i taka jest specyfika pracy przez agencję"... Jasne, tylko, że przez rok jakoś ZAWSZE pracę dla mnie mieli, było może z 5 dni kiedy agencja zadzwoniła mówiąc że mam dzisiaj wole bo nie ma zleceń nigdzie... A na "bandażach" niby mieli problem z przeludnieniem na dziennych zmianach, ale z firmy poleciałam za drzwi TYLKO ja, ciężarna, mimo że pracowało tam wtedy łącznie ze mną 5 osób na dziennej zmianie przez agencję i równie dobrze powinien wyrzucić nas wszystkie, albo np inną osobę, dla której nie było by problemem znalezienie pracy GDZIEKOLWIEK. I "dziwnym zbiegiem okoliczności" padło na mnie - co za pech!
Agencja pracy jeszcze pisze w swoim oświadczeniu, że tego samego dnia pracę straciłyśmy w "bandażach" całą piątką dziewczyn, co jest wierutną bzdurą, bo wszystkie pracują tam do dzisiaj. Kłamią, że nie dostali żadnego listu z żądaniem wydania przyczyn mojego zwolnienia z "bandaży" - a wysłałam go pocztą poleconym i dzięki Bogu mam na to zaświadczenie w postaci paragonu z poczty! Albo kolejne kłamstwo, że w poniedziałek (po piątkowym zwolnieniu) wszystko mi wytłumaczono w agencji jak przyszłam się zapytać o przyczynę, a wtedy nie dość, że nikt nie chciał ze mną rozmawiać na ten temat i wykręcali się koniecznością telefonu do głównego zarządu (mieli oddzwonić i podać przyczynę - do dziś czekam na telefon!), to jeszcze 45 minut użerałam się z recepcjonistką z agencji żeby mnie wpuściła do środka budynku, a ona nie chciała i ściemniała, że mają tam tłok i nawał ludzi. Ale wemknęłam się podstępem z kimś innym i co - w środku pusto!

Takie to szumowiny.....
Widzisz sama, że troche tego jest, ale z kolei nie wiem, jak podejdzie do mnie sędzia - prawo prawem, ale osobiste przekonania wewnętrzne to inna strona medalu... A imigrantów tutaj nie lubią, oj, bardzo nie lubią...